Czy brak zadowolenia z własnego wyglądu może być chorobą? Okazuje się, że tak. Przypadłość ta zwana dysmorfobią, pochodząca od greckich słów: dysmorfia – brzydota i fobia – lęk, jest zmorą XXI wieku. 

Każdy rzut oka na swoje ciało, każde spojrzenie w lustro jest cierpieniem. A wszystkiemu winne są za małe piersi, za duży nos, za grube nogi… Ludzie z dysmorfobią wyszukują w swojej twarzy i ciele braków i mankamentów. Po prostu nie mogą znieść swojego widoku. Swoje odbicie w lustrze widzą niczym w krzywym zwierciadle z cyrkowego salonu śmiechu.

Dysmorfobia wcale nie jest rzadką przypadłością – dotyczy 2% społeczeństwa – zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jest na początku bardzo trudna do rozpoznania, bo w dzisiejszych czasach kultura nakazuje nam dbać o swój wygląd i niemalże każdy zwraca uwagę na to, jak się prezentuje. Krytyka własnej fizyczności nie jest zjawiskiem nienormalnym, ale jeśli myśli o naszych niedoskonałościach zajmują większość naszego czasu, zamykamy się w sobie, tracimy kontakt z otoczeniem, a za wszystkie życiowe porażki winą obarczamy nasz wygląd – może to zaowocować poważnym zaburzeniem i prowadzić do patologii.

Z dysmorfobią mamy więc do czynienia wtedy, gdy brak akceptacji własnych defektów przeradza się w istną obsesję. Ludzie cierpiący na to schorzenie są bezwzględnie przekonani o powadze własnych mankamentów. Zdarza się tak, że oceny własnego ciała są zupełnie urojone, a nawet jeśli rzeczywiście istnieje jakaś skaza – to oceny i obawy z nią związane są niewspółmierne do problemu. 

Chory ukrywa swoje defekty przed otoczeniem, a czynności te przybierają formę natręctw. Stosuje różne techniki ukrywania swoich niedoskonałości – zakłada za duże ubrania, przybiera specjalne pozycje ciała maskujące defekt, zasłania twarz ręką, nakrywa głowę. Z badań przeprowadzonych przez dr Katharine Philips na ponad 500 pacjentów wynika, że najczęściej przedmiotem udręki są: skóra (73%), włosy (56%), nos (37%), waga (22%), brzuch (22%), piersi (21%), oczy, uda i zęby (po 20 %), nogi (18%) i twarz (14%). Ale chorzy potrafią mieć też kompleksy z powodu np. mięśni twarzy, kostek u nóg czy palców u stóp.

Przekonanie o niedoskonałościach własnego ciała w skrajnych przypadkach może popychać do samobójstwa. Amerykańskie badania pokazują, że myśli samobójcze ma 78% chorych na dysmorfobię, a 24-28% podejmuje próbę odebrania sobie życia. Większość z nich nie zawiera związku małżeńskiego. Inne badania wskazują, że u 32% wystąpiła niezdolność do pracy, a 27% nie mogło wyjść z domu przez co najmniej tydzień. Problemu nie można więc bagatelizować.

Osoby z dysmorfobią zamiast szukać pomocy u psychologów, biegną do chirurgów plastycznych, dermatologów czy stomatologów. Niestety operacja plastyczna nie przyniesie spodziewanego efektu. Pomóc im może jedynie psychoterapia, wspomagana farmakologicznie