Chindogu to termin wymyślony przez Japończyka o nazwisku Kenji Kawakami na określenie wszystkich szalonych i zupełnie nieprzydatnych przedmiotów mających ułatwiać nam życie. Japonia najwyraźniej jako pierwsza potrzebowała nazwy dla tych wszystkich dziwacznych rzeczy. Nic w tym dziwnego – Japończycy przodują w ich wynajdywaniu. Kenji Kawakami założył fundację o nazwie Chindogu society, która zbiera informacje o przedmiotach tak szalonych, że zapominamy o ich praktyczności. Przedmioty mają służyć do codziennego użytku, nie tylko w jakichś wyjątkowych sytuacjach, muszą tez być w sprzedaży – sam szalony pomysł nie wystarczy. Żeby lepiej ująć ideę Chindogu, trzeba opisać kilka przykładów takich innowacji.

Baby Mop – to specjalne ubranko dla dziecka wyposażone w miękkie troczki. Co ma robić? Zastosowanie jest oczywiste – raczkujące dziecko pomoże w utrzymaniu porządku. Nie poleca się jednak nasączania śpioszków substancjami chemicznymi. No cóż, froterowanie zostaje dla mamusi… Tylko czy to przypadkiem nie jest zmuszanie nieletnich do pracy?

Parasol osłaniający przed deszczem całe ciało – wydawałoby się, że jest to zwykły parasol z przymocowanymi długimi foliowymi płachtami… I tak właśnie jest! Ciekawe jak został w tym wynalazku rozwiązany problem wentylacji… Chodzenie w takiej zachuchanej komorze może ograniczać widoczność. I z pewnością nie jest to wynalazek dla palaczy!

Schładzacz do klusek (Noodle cooler) – Azjaci jedzą pałeczkami, dlatego schładzacz przymocowany jest do pałeczki. To nic więcej jak wentylatorek, który podmucha za ciebie na gorący makaron w momencie, kiedy wyjmiesz go z rosołu. W Japonii używa się go do ułatwiania pracownikom dużych korporacji zjedzenia lunchu bez przedłużania przerwy. Sprytni pracoholicy… Może doczekamy się własnej, europejskiej wersji schładzacza, przymocowanego do widelca?

Oprócz powyższych na uwagę Chindogu society zasłużyły jeszcze takie gadżety jak zestaw do podnoszenia samooceny łysym (treska zakrywająca łysine na czas przeglądania się w lustrze) oraz Daddy Nurser – pojemniki, które mężczyzna wiesza sobie na klatce piersiowej, by udawać karmiącą matkę. No i okazuje się, że Robert De Niro z odlewem piersi przymocowanym do torsu nie był pierwszy („Poznaj moich rodziców 2”).

Ciężko będzie nam wymyślić cokolwiek, o czym wcześniej nie pomyśleli nasi skośnoocy przyjaciele…