Na początku października w Paryżu odbył się pokaz najnowszej kolekcji prêt-à-porter domu mody Chanel. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ta słynąca z nienagannej elegancji marka zaprezentowała swe projekty w… stodole! Połączenie Chanel, kojarzącego się wszystkim z czarno-białymi kobiecymi kostiumami i sznurami pereł, oraz wiejskich klimatów pokazu zaszokowały zebranych na nim gości. Dyrektor domu mody, Karl Lagerfeld, uznał jednak, że taka scenografia będzie najlepiej współgrała z jego nową, bardzo „sielską” kolekcją. Pytany o swój nietypowy pomysł powiedział, że teraz wszyscy mówią o ekologii, więc on też chciał się pokazać z bardziej naturalnej strony. 

Widzowie Paris Fashion Week ujrzeli więc zamiast klasycznego wybiegu wielkie klepisko i stodołę z sianem, którą postawiono wewnątrz paryskiego Grand Palais. Defilujące po zbitym piasku modelki prezentowały, co prawda, ubrania utrzymane w eleganckim tonie, ale u niektórych szpilki zamieniono na chodaki na potężnym, drewnianym obcasie, a kultowe torebki zastąpiono plecionymi koszyczkami. Co jakiś czas na wybiegu pojawiały się też pary objętych modeli i modelek, którzy spacerowali sobie niczym po łące. W kolorystyce przeważały oczywiście czerń i biel, ale nuta stylu „country” wbrew pozorom całkiem nieźle się w to wpasowała. W widowisku brały udział również nasze rodzime gwiazdy, Anja Rubik i Kasia Struss.

Pokaz zaskoczył widzów nie tylko rustykalnym klimatem, ale także koncertem na żywo w wykonaniu Lilly Allen. Brytyjska wokalistka, śpiewająca tego dnia wśród stogów siana, została niedawno ambasadorką nowej linii toreb Chanel o nazwie „Coco Cocoon”. Artystka w sesji promującej markę została wystylizowana na Audrey Hepburn, ale co ciekawe, nie straciła przy tym swojego rockowego looku. Efekty tej współpracy są naprawdę udane