Jest świadectwem niezniszczalności, nieprzemijającego piękna oraz najstarszą pracującą modelką na świecie. Jako jedna z najmłodszych dziewczyn w historii pojawiła się na okładce magazynu Vogue w 1947 roku. Carmen Dell'Orefice wciąż zaskakuje i pozostaje na topie, obalając stereotyp mówiący o tym, że tylko młode modelki są dziś na szczycie. Na swoje nazwisko pracowała wiele lat, w efekcie żaden szanujący się fotograf nie odmówi jej współpracy.

W wieku 13 lat została dostrzeżona przez żonę fotografa mody – Hermana Landshoffa. Duże pieniądze, jakie aktualnie zarabia nie przyszły razem z wielkimi tytułami, dla których wtedy pozowała. Była tak chuda z niedożywienia, że sukienki spinano na niej agrafkami. Przyszedł czas, iż stało się to powodem wymówienia jej kontraktu.

W 1958 roku poślubiła drugiego męża (a w sumie miała ich trzech) i postanowiła przejść na emeryturę, ale nagła utrata pieniędzy spowodowana bankructwem, wymusiła powrót na wybieg. W wieku 40 lat propozycji nie było już tak wiele, świat mody powoli spisał Carmen na straty. Podczas jednego z przyjęć zaczepiła starego przyjaciela – fotografa oświadczając, że przecież „nie wygląda źle, jak na starą torbę”. Norman Parkinson zaryzykował i zrobił jej zdjęcia w Paryżu, które zakupił francuski Vogue. Kariera rozkwitła na nowo.

Kilka lat temu modelka padła ofiarą kolejnego oszustwa finansowego, w wyniku którego straciła miliony dolarów. Niezłomność charakteru pozwoliła Carmen na odbudowanie majątku. Dziś nie musi pracować, ale wciąż lubi to robić. „Zamierzam umrzeć na wysokich obcasach” – mówi.

 

Autor: Graphite