Pojawiły się pierwsze zdjęcia kultowego Chevroleta Camaro w wersji kabrio. Jeden z najładniejszych muscle car to kwintesencja „amerykańskości” na drodze. Wyjątkowość pojazdu potwierdza także to, że wersja coupe zdobyła w tym roku nagrodę za najlepszy design, przyznawaną przez WCOTY.

„Otwarte” Camaro nie różni się wieloma szczegółami w porównaniu ze standardową wersją. Właściwie, jedyna różnica to dach, a właściwie jego brak. Z wiadomych względów zmieniło się położenie anteny oraz trzeciego światła stopu, które umieszczono na pokrywie bagażnika. Reszta pojazdu to znane, piękne Camaro coupe. Auto straszy agresywnym przodem z głęboko umieszczonymi lampami, szerokim charakterystycznym grillem oraz wielką maską. 

Wnętrze nie zostało poddane zmianom. Nie ma co narzekać, ponieważ Camaro w środku wygląda naprawdę fajnie, kierowca i pasażer mają dużo miejsca, a materiały jakie zostały użyte są dobrej jakości. Podświetlenie zegarów ma oddawać charakter Camaro z lat 60-tych, ale diody LED przypominają, że mamy już XXI wiek.

Nie wiadomo, z jakimi silnikami będzie dostępny kabriolet. W grę wchodzą jednostki V6 o pojemności 3.8 litra i mocy 316 KM lub wielkie, 6.8-litrowe V8 generujące 432 KM. Możliwe, że producenci będą oferowali kabriolet z oboma tymi silnikami, lub wybiorą tylko jeden z nich. 

Auto pojawi się w sprzedaży w kwietniu przyszłego roku i będzie dostępne również w europie. Na razie znamy jedynie przybliżoną cenę wersji przeznaczonej na amerykański rynek, która na europejskie standardy jest śmiesznie niska. Około 30 tyś dolarów za takie auto do po prostu okropieństwo wymierzone w europejczyków. U nas za takie pieniądze, to można kupić nowego hatchbacka, a nie piękne, szybkie i mocne cabrio, które już dziś jest żywą legendą motoryzacji. Niesprawiedliwe!