Ile godzin dziennie jesteśmy online? Tak szczerze, podliczając nie tylko czas spędzony na aktywnym przeglądaniu stron czy odpowiadaniu na wiadomości, ale także te wszystkie momenty, kiedy zaglądamy do sieci na momencik, żeby tylko coś sprawdzić, a przy okazji zerkamy na Facebooka i jakąś stronę ze śmiesznymi zdjęciami. A przecież do tego doliczyć trzeba czas spędzony przed komputerem w pracy – tam chyba również nie jesteśmy offline, prawda? Dodajmy jeszcze alerty informujące o nowych wiadomościach na skrzynce i ulubionym portalu społecznościowym, a okazuje się, że jesteśmy dostępni online w zasadzie przez 24 godziny na dobę. Jesteśmy trendy, jesteśmy na czasie... tylko czy przypadkiem nie jesteśmy również uzależnieni?

Siecioholizm jako zagrożenie

Okazuje się, że nałóg internetowy przyjął ostatnimi czasy skalę epidemii. Jeszcze 20 lat temu zjawisko to w zasadzie nie istniało, a pierwsi cybernetyczni nałogowcy rekrutowali się spośród nadużywających gier komputerowych nastolatków. Pod koniec lat 90. największe grono ludzi uzależnionych od świata wirtualnego stanowili nałogowi hazardziści, miłośnicy cyfrowej pornografii i komputerowi gracze (choć już wtedy dr Kimberly Young zdiagnozowała bardziej skomplikowane i mniej oczywiste stadia uzależnienia, takie jak socjomania internetowa czy przeciążenie informacyjne, a nawet uzależnienie od używania komputera w ogóle, także odłączonego od sieci).

Z czasem podtypy siecioholizmu rozrastały się o kolejne pozycje: uzależnienie od gromadzenia danych (także piractwa internetowego), nałogowe korzystanie z portali społecznościowych, fonoholizm – choć niektórzy uważają nałogowe korzystanie z telefonu po prostu za nową odsłonę siecioholizmu.

Powstaje też coraz więcej badań poświęconych nałogowi internetowemu, a statystyki związane z tym zjawiskiem stają się z roku na rok dokładniejsze – niedawno CBOS podawał, że w Polsce siecioholizmem dotkniętych jest ok. 100 tys. użytkowników urządzeń elektronicznych, a w grupie o podwyższonym ryzyku znajduje się kolejnych 750 tys. Polaków. A jeszcze kilka lat temu cytowano uogólnione dane, powołując się na amerykańskie badania sprzed dekady. Postęp w badaniach zjawiska nie zmienia faktu, że specjaliści nie są zgodni nawet w tak podstawowych kwestiach, jak wyznaczenie granicy pomiędzy siecioholizmem i pracoholizmem. Bo jak prawidłowo zaklasyfikować osobę, która od rana do późnej nocy sprawdza wiadomości na służbowej skrzynce, a nawet w trakcie snu słyszy alerty sygnalizujące nowe powiadomienia?

Siecioholizm jako choroba

Wszystko wskazuje na to, że uzależnienie od Internetu nie jest tylko trendem wyznaczającym standardy współczesności, gdyż coraz częściej przybiera postać patologiczną. Albo inaczej: wszystko jest w porządku, dopóki potrafimy wyznaczyć granice między rozsądnym (albo mniej więcej rozsądnym) sposobem użytkowania sieci i gadżetów elektronicznych i całkowitym uzależnieniem. Tylko jak rozpoznać różnicę?

Pierwsza metoda wydaje się być dość prosta: trzeba oszacować, jak wiele czasu spędzanego w sieci ma bezpośredni związek z pracą zawodową lub nauką, a ile stanowi rozrywka oraz zwykłe marnowanie czasu na bierne przeglądanie stron www. Jeżeli proporcja wynosi mniej więcej 2:1, z reguły wszystko jest utrzymane w granicach normy, o ile tylko znajdujemy również czas na rodzinę i przyjaciół, spacery, sport i sen. Jeżeli jednak zdecydowaną większość czasu spędzanego online przeznaczamy na rozrywkę i obecność na portalach społecznościowych, a w dodatku odbywa się to kosztem pracy umysłowej lub zawodowej, należy zdecydowanie zmienić nawyki. A jeżeli jest to niemożliwe bądź bardzo trudne, trzeba pomyśleć nad terapią.

Druga z najpowszechniejszych metod to szczera odpowiedź na kilka podstawowych pytań dotyczących zachowań w Internecie: czy odbywają się one kosztem życia rodzinnego? Czy zaniedbujemy rzeczywistych przyjaciół na rzecz tych wirtualnych? Czy okłamujemy bliskich, by ukryć rzeczywisty wymiar czasu spędzanego online? Czy zaniedbujemy swoją pracę lub szkołę, by zwiększyć swoją aktywność w Internecie? Jeżeli niepokojąco często odpowiadamy twierdząco, czas na terapię. Pełną listę pytań, na które należy sobie odpowiedzieć znajdziemy na stronach poświęconych leczeniu siecioholizmu, a sformułowała je dr Kimberly Young już dwie dekady temu – przed erą Facebooka i Twittera. Jak widać, pewne mechanizmy związane z uzależnieniem od cyberświata są niezmienne.

Leczenie siecioholizmu

Uzależnienie od Internetu w początkowej fazie rozwoju można powstrzymać własnymi siłami – wystarczy zracjonalizować swoje działania podejmowane w sieci, wyłączyć alerty powiadamiające o nowych wiadomościach w telefonie, odinstalować jakąś grę albo dwie, zmniejszyć intensywność aktywności na Facebooku. I nie trzeba w tym celu podejmować drastycznych działań, takich jak całkowite odcięcie od sieci – w końcu bez Internetu znacząco utrudnione jest wiele codziennych czynności, takich jak płacenie rachunków czy sprawdzenie trasy tramwaju. Lepiej zatem powstrzymać uzależnienie od Internetu na tym właśnie, wczesnym etapie rozwoju.

Gorzej, jeżeli nie umiemy samodzielnie zapanować nad swoim nałogiem. Albo co gorsza, zauważamy u siebie takie objawy, jak bezsenność, zwiększoną nerwowość, zaburzenie libido czy apatię – często pojawiające się przy uzależnieniu od Internetu. Z reguły konieczna jest wtedy terapia przeprowadzana w gabinecie psychoterapeuty lub w ośrodku zajmującym się leczeniem uzależnień. Może ona przybrać formę indywidualną bądź grupową (wtedy przypominać może spotkania Anonimowych Alkoholików).

Zwykle wiąże się z czasowym całkowitym odcięciem od sieci, ale należy pamiętać o tym, że dziś trwałe pozbawienie się dostępu do Internetu może mieć negatywny wpływ np. na pozycję zawodową czy umiejętność radzenia sobie z wyzwaniami dnia codziennego (urzędowymi, bankowymi, społecznymi). Dlatego też siecioholicy nie są uczeni tego, jak unikać Internetu, lecz są na nowo przygotowywani do odpowiedzialnego korzystania z tego medium. Bo przecież Internet ma też jasne oblicze – o czym doskonale wszyscy wiemy. Tylko nałogowy sposób korzystania z niego nie jest trendy.

Autor: http://www.datalab.pl/pl~39,ms-warszawa.html