W Polsce szaleje bezrobocie. Tabuny absolwentów studiów wpadają w depresję, przesiadując godzinami przed ekranem komputera lub co gorsza telewizora. Przekonani o swojej niezwykłości nie robią nic, aby wyrwać się z marazmu. Rozumiemy, że system niszczy inicjatywę. Mamy pełną świadomość, że podatki i ogólna atmosfera zaczyna przypominać totalitaryzm. Tak czy inaczej wierzymy w pozytywistyczne idee i prace u podstaw. Czasem wystarczy dobry pomysł i osobowość biznesowa. To udowadnia projekt butiku na czterech kółkach. Koncepcja pochodzi z Francji i wpisuje się w nurt kameralnych, modnych miejsc.


To nurt, na gruncie którego swój renesans przeżywają hamburgerownie, które stały się kultowym miejscem dla wszelkiej maści hipsterów i coolhunterów.


Czy podobnym sukcesem okażą się butiki i showroomy urządzane w furgonach ?


To sensowny pomysł na promocję młodych projektantów i realną sprzedaż. Do tego mobilność, która pozwala na dotarcie w dowolne miejsce Polski czy Europy. Genialne w swojej prostocie. I trafiające w ducha czasów i trendy.