Jest kilka rzeczy na rynku, które szczególnie mnie zadziwiają. Niesamowity jest fakt, jak niektórzy z niczego potrafią zrobić „coś”. To „coś” jeszcze sprzedają za majątek. Mowa o marce Lilou i jej biżuterii. Lilou to kawałek kolorowego sznureczka z zawieszką, na której możemy sobie wygrawerować imię partnera, psa czy pin do naszego konta bankowego.
Sami możemy zadecydować jaki ma być kolor sznurka oraz kształt czy ilość zawieszek.
Bransoletki, naszyjniki, zawieszki do torby czy breloki są wykonane ze srebra 925, lub pozłacane. Biżuterię wiąże się na kolorowych, ręcznie wiązanych i regulowanych sznureczkach. Nic w tym więcej nie ma. Oprócz sznurka, kawałka metalu nic się nie kryje za pomysłem marki Lilou.
Mimo, że za jedną taką bransoletkę zapłacimy około 100 złotych, to kolejka w butikach jest większa niż w piekarni.
Zapytałam się koleżanki, która stała się szczęśliwą posiadaczką dwóch sznurków za 180 złotych, czemu sama nie kupiła sznurka, a zawieszkę nie zrobiła u pierwszego lepszego jubilera?
Z przekonaniem stwierdziła, że to przecież płaci się za markę Lilou. Jednak czy warto kupować produkty marki Lilou skoro nic się o niej nie wie, oprócz tego, że jest z Francji, a w Polsce zrobiła się modna?

Co Wy sądzicie o bransoletkach Lilou?