Od najmłodszych lat nie znają, co to wolny czas. Uczęszczają na rozmaite zajęcia jeszcze zanim nauczą się mówić. Ich rodzice chcą dla nich jak najlepszej przyszłości, wykreowania umiejętności i zdobycia wiedzy, która pomoże im w przyszłości. W swoich dzieciach widzą siebie i wszystkie niespełnione marzenia własnej młodości. Gdzie w tym szaleństwie jest miejsce na beztroskie dzieciństwo?

Lekarze alarmują, że znaczna większość dzieci cierpi z powodu chronicznego zmęczenia. Śpią kilka godzin na dobę, ich życie to ciągły pośpiech. Nieustanny stres sprawia, że mają problemy z nieustającym bólem brzucha, głowy, są niespokojne. Moc zróżnicowanych zajęć i po brzegi wypełnione dni. Dzieci jedzą nieregularnie, zwykle w pośpiechu i rzadko jest to zdrowy posiłek, odpowiedni dla nich. Dziś pięciolatki mają te problemy, które niegdyś znane były dopiero maturzystom i studentom przed samymi egzaminami.

Rodzice nie poświęcają uwagi swym pociechom, a te z kolei nie odczuwają ciepła. Owocuje to znacznymi pozycjami w CV, ukończeniem szkół językowych, sportowych, muzycznych, mocą korepetycji, lecz zagubieniem i nieprawidłowym rozwojem emocjonalnym. 
„Dzieci są skrupulatnie programowane. Nauka gry na fortepianie, kurs języka niemieckiego, bo angielskiego uczy się od chwili narodzin, potem basen, tenis, korepetycje z matematyki to dziś przeciętny dzień ucznia klasy pierwszej szkoły podstawowej” – mówi psycholog szkolny Anita T. – „niewyspane, rozdrażnione dzieci, chociaż chodzą do najlepszych szkół, mają znaczne problemy z wyrażaniem własnych uczuć, potrzeb i opinii, a nawet z samym dostrzeżeniem ich. To nie jest szczęśliwe dzieciństwo, jeśli brak w nim beztroski i aprobaty najbliższych.”
Panuje opinia, że rodzice ‘hodują’ przyszłych pracoholików. Powstaje coraz więcej szkół, kursów, ośrodków, które kuszą ambitnych rodziców kolejnymi propozycjami, np. kurs pływania dla niemowląt. Dziś dobre przedszkole, to te dwujęzyczne. Wszystkiego więcej, wszystkiego mocniej. Dziecko przechodzi z rąk do rąk, nie rozumiejąc nic. Czy dorosły z takim dzieciństwem będzie miał własną osobowość i poglądy? Indywidualności przecież nie da się wypracować na kursach. 
Wiele jest historii o nieszczęśliwych ludziach, którzy cierpią dziś z powodu niespełnionych ambicji rodziców. Wielu lekarzy, którzy marzyli o fryzjerstwie, lecz bali się sprzeciwić woli rodziców. Wielu niespełnionych artystów, wielu nienawidzących sztuki za to, że byli zmuszani do zajęć plastycznych mimo braku talentu. Rodzice zasłaniają się tym, że chcą szczęścia swych dzieci, lecz nie – oni chcą własnego szczęścia, którego nie zaznali za młodu. Chcą, by im gratulowano utalentowanego potomka, w którym widzą siebie. Dziecko niejednokrotnie siłą zmuszane jest do morderczych treningów, wielu zajęć, które nijak się mają do jego zdolności i zainteresowań.

Wiele pasji, które rodzice przelewają w swych podopiecznych jest niebezpieczne. Przykładowo balet. Tancerka baletowa wykonuje wiele specjalnych ćwiczeń, mających na celu rozciągnięcie i dopasowanie ciała. W efekcie ścięgna baleriny w wieku osiemnastu lat przypominają pod względem zużycia ścięgna osoby sześćdziesięcioletniej. Osoby ćwiczące gimnastykę artystyczną w pewnym wieku niezdolne są już do samodzielnego poruszania się, gdyż procesy starzenia się mięsni i kości w połączeniu z ich nadwyrężeniem w młodości gwarantują trwałe kalectwo.  
Jeśli dziecko nie ma wrodzonego talentu do gry na skrzypcach ani nie lubi tego, nigdy nie będzie grać szczerze, z serca i tym samym dobrze. Będzie darzyć nienawiścią instrument, swych nauczycieli oraz, w końcu, swych rodziców, którzy zmuszają przecież do wieloletnich cierpień.  
Czy dziecko na siłę ulepszane, któremu podnosi się nieistniejące jeszcze kwalifikacje, jest dzieckiem szczęśliwym? Jakim będzie dorosłym? Czy on lub ona naprawdę tego chce? To pytanie powinni zadąć sobie rodzice, nim zapiszą swe dziecko na kolejny kurs