Szaleństwo ekologiczne trwa i całkowicie je popieram, ale gdy usłyszałam o biżuterii z papieru, nie za bardzo wiedziałam, co o tym sądzić. Wyobraziłam sobie nieudolne wycinanki, przypominające wytwory przedszkolnych zabaw, które rozpadają się po 5 minutach noszenia. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy znalazłam w Internecie zdjęcia takowej biżuterii. Kilka projektantek mocno zadziwiło mnie swoimi propozycjami. Gdybym nie wiedziała, że oglądane przeze mnie pierścionki, bransoletki i wisiorki są wykonane z papieru, nigdy bym na to nie wpadła. 

Najbardziej spodobały mi się projekty Hili Rawet. Jej papierowe komplety, w skład których wchodzą naszyjnik i bransoletka, zachwycają swoją prostotą i elegancją. Te misternie poskładane arkusze papieru prezentują się na ciele równie dostojnie, co ozdoby wykonane ze szlachetniejszych tworzyw. Skąd u młodej projektantki taki kunszt? Tajemnica tkwi w jej wyuczonym zawodzie, bowiem Hila studiowała wzornictwo przemysłowe, którego związek z biżuterią zaowocował połączeniem czystej linii i wrodzonej kobiecości. Technika kątowego składania papieru dodatkowo dodaje ozdobom dużo głębi. Rawet wciąż pracuje nad nowymi pomysłami, ale na razie w skład jej projektu o nazwie „Industrialna biżuteria” wchodzą trzy kolekcje: papierowa Kipul, skórzana Kishut i druciano- sprężynowa Kwitz. 

Kolejnymi wartymi uwagi ozdobami są te, które wyszły spod ręki Nel Linssen. Każde jej dzieło składa się z setek ciasno pozbijanych kolorowych tekturek o różnych kształtach, które z daleka łudząco przypominają plastik lub metal. Zrobiona w ten sposób bransoletka może być wbrew pozorom bardzo trwała, zastanawiam się tylko czy nie za ciężka. Taki zbity papier ma przecież swoją wagę. Jednak dla oka ozdoby Linssen stanowią połączenie kolorów, wielkości i kształtów w doskonałej harmonii.

Anna Hagopian to moja kolejna faworytka. Twierdzi, że papier i tkanina to „wszechświat koloru, faktury i formy” i nic więcej jako artystce jej nie trzeba. Absolwentka Sztuk Pięknych zadziwia tym, co potrafi wyczarować z tak prostego i niepopularnego w świecie jubilerów tworzywa. Dla mnie absolutnym numerem jeden z jej kolekcji są bibułkowe pierścionki- kwiatki we wszystkich kolorach tęczy.

Choć papierowa biżuteria nie jest nowością, niestety wciąż nie widzi się jej na ulicach. Zapewne ma na to wpływ niemała cena takich rękodzieł i niska wartość materiału, z jakiego są wykonane. Ponadto tekturowe pierścionki i naszyjniki na pewno nie są zbyt trwałe i po kilkukrotnym założeniu może z nich niewiele pozostać. Z tego powodu nazywane są nawet przez niektórych „biżuterią jednorazową”. No cóż, to wszystko prawda, ale rekompensatą za powyższe minusy powinna być oryginalność ozdób i satysfakcja z własnego wkładu w recykling