Wybuch powstania w Hiszpanii podległej Napoleonowi Bonaparte w 1808r. skłonił cesarza do osobistego poprowadzenia kampanii, której celem miało być odzyskanie wpływów na półwyspie Liberyjskim. Głównym celem było zdobycie Madrytu będącego pod władzą powstańców. Aby przedostać się do stolicy od strony północno-wschodniej, armia mogła iść głównym gościńcem przez Valladolid, Segowię, ale cesarz wybrał drogę krótszą , na której musiał pokonać przełęcz Somosierra w górach Ayllon.

Droga wiodąca na szczyt przełęczy została obsadzona przez powstańców czterema barierami baterii dział, tak aby w zasięgu ich ognia była cała trasa wiodąca na szczyt. Pozycje Hiszpańskie były niemal nie do zdobycia, bez długo trwałego oblężenia piechoty.  
Rankiem 30 listopada wysłano na rekonesans oddział francuskich jeźdźców konnych, aby chwilę później został zasypany przez silny ostrzał nieprzyjacielski. Następnie wysłana piechota też nie dała rady się przebić. Wtedy Cesarz wydał rozkaz do bezpośredniej natarcia i wyznaczył do tego 125-osobowy oddział szwoleżerów Polskich. Dowodzonych przez Jana Leona Kozietulskiego. Impet natarcia kawalerii polskiej pomimo strat wywołanych przez mordercze salwy nieprzyjaciela nie stracił nic ze swej zajadłości i w pędzie kolejno rozbijał obronę Hiszpanów, na wszystkich czterech stanowiskach artylerii. 
Straty oddziału wynosiły łącznie 54 zabitych i rannych. Po bitwie odbyła się defilada lekkokonnych, czemu przyglądała się cała gwardia cesarska. Tym czynem Polacy zyskali sobie szacunek w armii Napoleońskiej. Wśród gwardzistów zaczął panować moda na szwoleżerów i wiele późniejszych formacji Wielkiej Armii przyjmowało polskie mundury z charakterystycznymi rogatywkami i polskim krojem mundurów