Antysemityzm, jak każda inna forma nienawistnej dyskryminacji, stara się w miarę możliwości sama siebie usprawiedliwiać. Za tą strategią idzie ciągła próba uwiarygodnienia własnych tez. Bardzo ciekawym i wciąż w dużym stopniu owianym tajemnicą przykładem takiego postępowania są Protokoły Mędrców Syjonu. Dokument miał być w założeniu dowodem słuszności spiskowej teorii dziejów, w której i pierwsze skrzypce i ostatnie słowo należały do Żydów.  Ich cel według Protokołów to tak zwana dominacja nad światem, czyli pojęcie, nie da się ukryć, nieco abstrakcyjne. Taki poziom absurdu nie odstraszył jednak tych, którzy Protokoły wykorzystywali do uzasadniania swoich działań, a było ich wielu. Począwszy od Rosjan, a konkretnie związanych z carem Miekołajem II reakcjonistów, którzy sfabrykowali dokumenty, żeby zrzucić na Żydów odpowiedzialność za liberalizację polityczną i usprawiedliwić czystki, skończywszy na Nazistach, którzy stosowali je jako podpórkę do własnych antysemickich teorii. Obecnie większość państw uznaje Protokoły Mędrców Syjony za fałszywkę. Oficjalne orzeczenie o ich sfabrykowaniu wydał w 1993 r. sąd okręgowy w Moskwie.  Wciąż są jednak kraje, w których dokumenty te uznaje się za prawdziwe, a ich treść, nawet najbardziej niedorzeczną, za fakt historyczny. Taka sytuacja panuje w wielu miejscach w Azji i Ameryce Południowej.

Japończycy idą nawet dalej. Wydają Protokoły w formie samouczków i podziwiają geniusz Żydów stawiając sobie ich plan podboju świata za wzór do naśladowania. Dość naturalne jest natomiast, że ich prawdziwość uznają i promują ekstremistyczne organizacje islamskie, takie jak Hamas czy Dżihad. Tak więc dokumenty spreparowane ponad wiek temu nadal pełnią swoją funkcję – pomagają usprawiedliwiać i nic nie wskazuje na to, żeby ta ich właściwość szybko przeminęła, dla wielu ludzi jest nadal zbyt wygodna i zbyt potrzebna