Wszyscy dobrze znamy buble, które wciskają nam producenci pseudomarkowych produktów. Szwajcarskie zegarki,  francuskie perfumy, szkockie kraty – wszystko z małym napisem Made in China, które każdy Polak przeczyta po swojemu. Azjatyckie podróbki wielkich projektantów zalewają rynek i trudno się dziwić – więcej rąk do pracy oznacza większą produkcję, a niskie ceny wysoki zbyt i duże zyski. Chińczycy kopiują już tak dobrze, że czasami nie sposób odróżnić ich od prawdziwej Chanel czy Yves Saint Laurent. O tym, że nie kupujemy oryginału często świadczy dziś jedynie niska cena i dziwny akcent sprzedawcy. Niejednokrotnie pokusie niskiej ceny ulegają też celebryci, a my jesteśmy zwodzeni pozorem grubości ich portfeli. Niestety często okazuje się, że chińskie produkty wykonane z chińskich materiałów mają chiński termin ważności, mówiąc prościej  - szybko się psują.
O wiele większym zaufaniem darzymy ich o ponad miliard mniej licznych sąsiadów. Japończycy wkradli się do naszych serc technologiami. Wytrzymałość i funkcjonalność sprzętów japońskich jest nieporównywalnie większa niż ich chińskich zamienników. Dziś Japończycy próbują zawojować europejski rynek swoją modą i trzeba im przyznać – całkiem nieźle im idzie.

Japan Style to wszystko to, co noszą śliczne, modne azjatki. Płaszcze grzybki, zegarki jelly i te z ledowymi wyświetlaczami, wisiorki z sówkami czy aparatami, oryginalne tuniki z nadrukami i torebki z kokardami. To wszystko markuje się dziś hasłem Japan Style, które jest wszechobecne i niesamowicie modne.
Rzeczywiście, odzież i biżuteria opatrzone tą nazwą cieszą się dużą popularnością. W serwisie aukcyjnym fraza Japan Style daje 20390 wyników, podczas gdy np. Made in China tylko kilkanaście.

Jednak czy to faktycznie „japoński styl”? Oczywistym jest, że korzysta on z szeroko pojętej mody światowej dopasowując do siebie różne trendy i jedynie dorzucając coś od siebie. Na ile więc Japan Style pochodzi faktycznie z Japonii? I czy aby nie jest tak, że to ten ogromny sąsiedni naród postanowił pożyczyć sobie „markę” japońskich technologii i uciszyć żal klientów do popularnej frazy „Made in China”? Miejmy nadzieję, że jakość jest przynajmniej w połowie japońska.

Autor: ALEKSANDRA MALESA