W Genewie pojawiają się auta lepsze i gorsze. Pojawiają się też także takie, które nie wiadomo czy są zrobionymi na poważnie, czy to po prostu żart producentów. Taki jest malezyjski Bufori Mk VI.

Prawdę mówiąc, Malezja nie ma zbyt rozbudowanej tradycji robienia aut, więc można im wybaczyć. Sylwetka pojazdu nawiązuje do limuzyn z lat 30. Niestety, dość nieudolnie, bo Bufori brakuje wiele uroku, a co gorsza wygląda jakby było zrobione z plastiku, a tak nie jest, gdyż karoseria została wykonana z włókna węglowego i kevlaru. Głęboko osadzone przednie światła, zamiast kojarzyć się z klasyką czy prestiżem, kojarzą się z nastolatkiem ze szpachlą i wizją taniego tuningu. Tylna, mocno wydłużona część auta przypomina bardziej odwłok pająka, niż auto dla elit. 

Nie można przyczepić się do wnętrza Bufori’ego. Można raczej zadać pytanie: Po co to wszystko? O ile otwierane „pod prąd” tylne drzwi, skórzane i drewniane wykończenia czy w pełni regulowane fotele da się zrozumieć, to wbudowany sejf, zestaw do parzenia herbaty, ekspres do kawy, lodówka oraz pojemnik na cygara to dość dziwne gadżety. Bo Bufori nie jest 8-metrową limuzyną, w której mogą odbywać się spotkania czy nawet mini imprezy.

Malezyjski dziwak będzie napędzany silnikiem V8 od Chryslera, który osiągnie 430 KM. Ci bardziej wymagający, mogą za dopłatą kupić wersję turbodoładowaną, o mocy 560 koni. Standardowa wersja do setki rozpędzi się w 5.5 sekundy i nie pojedzie szybciej, niż 260 km/h.

Auto będzie produkowane w Kuala Lumpur, a by wyprodukować jeden model potrzeba będzie 6000 roboczogodzin. Rocznie produkowanych ma być około 60 aut. Oczywiście, o ile znajdą się klienci. Bo za 300 tysięcy euro można kupić fajniejsze samochody. Chyba, że ktoś lubi napić się podczas jazdy świeżo parzonej herbatki, bez konieczności zatrzymywania się w restauracji czy na stacji. Ot, cały urok targów w Genewie- w chwili relaksu między poszukiwaniem najszybszych, najoszczędniejszych czy najbezpieczniejszych aut, można rzucić okiem na kuchnio-salon w stylu starodawnej tandety. A w dodatku, ten kuchnio-salon jeździ!