Andreas Gursky ? fotograf nowych czasów

Andreas Gursky ? on widzi więcej, głębiej, inaczej. To co widzi uwiecznia na kliszy. Jest fotografem. Wychowankiem Hilli i Bernda Becherów, który z otaczających nas pejzaży potrafi stworzyć obrazy całkowicie nowe, abstrakcyjne i zagadkowe.

Na jego wielkoformatowych fotografiach dosłownie aż roi się od mini-postaci, z których każda jest doskonale widoczna i ostra jak na pierwszym planie. Sam Gursky nie chce zdradzić nikomu w jaki sposób osiąga tak oszałamiający efekt. Można tylko podejrzewać, że stosuje akrybiczny montaż cyfrowy.

Dzięki takim zabiegom fotografie nabierają malarskiej jakości, wywołując u oglądających je podziw, zachwyt, a czasami nawet zawroty głowy. Taką koncepcję sztuki fotograficznej Andreas Gursky realizuje już od czasu studiów u sławnej wspomnianej wcześniej duesseldorfskiej pary fotografów, którzy słyną z bardzo surowych i krystalicznie czystych fotografii architektury przemysłowej.

Gursky przyznaje, że decydująca jest dla niego sama koncepcja obrazu. W latach 90. motywami były uchwycone na fotografiach wyszukane i naturalne chwile jak na przykład gondola kolejki znikająca w górskich mgłach albo miniaturowi wędkarze w ogromnych cieniach przybrzeżnych drzew. Natomiast obecnie montowane zdjęcie oddają sztucznie wykreowany świat. Jego składnikami są co prawda naturalne elementy, ale tworzą one zainscenizowany świat ? możliwy, ale jednak nieprawdziwy. Obrazy te niosą z sobą także pewną doniosłą treść: opowiadają bowiem o potędze społeczności, ale i o samotności jednostki. Wyrażają to dobitniej niż czysto fotograficzne uwiecznienie rzeczywistości.

Tłumy pogrążone w ekstazie na koncercie Madonny sprawiają wrażenie rozmazanych jak przy szybkim ruchu kamery. Z kolei starannie zaaranżowane kieszonkowe postacie ludzi w ogromnym biurowcu działają jak socjogram chłodu współczesnego społeczeństwa zamkniętego w lodowatym betonie i szkle. Inne obrazy ? jak ponad 5 metrowe zdjęcia załogi w boksie Formuły 1 ? powstały przy pomocy komputerów.

? Nie ma to żadnego znaczenia, czy scena w boksie jest realna i została uchwycona na jakimś konkretnym torze czy zainscenizowano ją w studio. Decydujące jest to, jaki pomysł dał jej początek. Byłem na kilku wyścigach F1 i w przypadku tego akurat zdjęcia sfotografowane detale złożyły się na ten jeden obraz ? Gursky uchyla nieco tajemnicy swojego warsztatu.

46 fotograficznych kompozycji pokazywanych teraz w Monachium obrazuje cały świat: głazy z piramidy Cheopsa, przemysłową hodowlę zwierząt w Japonii, pustą plażę w Rimini, Azjatki wyplatające kosze, giełdę w Kuwejcie i narciarzy, którzy jak chmara owadów szusują po stokach Engadinu. Ujęcia zawsze są zrobione z pewnej wysokości, jakby artysta starał się uchwycić jakieś globalne zjawisko.

Andreas Gursky przyznaje, że zmieniły się źródła, z których czerpie inspirację: ? Kiedyś zdjęcie przywoziłem z podróży albo przynosiłem ze spacerów, czasami celowo jechałem gdzieś w pejzaż w Zagłębiu Ruhry, bo to moje najbliższe otoczenie. Dziś impulsy odbieram raczej z telewizji, Internetu i innych mediów. Postępuję bardziej strategicznie.

Przewodnim motywem jego obrazów jest zanik człowieka jako jednostki i indywidualności. Nie ma znaczenia to czy widać to w amerykańskim supermarkecie czy podczas masowej parada w Pyongyang. Nie jest to manifest polityczny, ale wynik indywidualnej i wnikliwej obserwacji rzeczywistości.