W 2007 roku zgarnęła najważniejsze nagrody branży muzycznej przyznawane w Wielkiej Brytanii. Jej płyta „Back to black” przypadła do gustu wielu ludziom na całym świecie, zapewniając jej wiernych fanów.
Idealny start do rozpoczęcia kariery muzycznej.
Niestety jej losy zdają się być obecnie przesądzone na starcie. Angielska prasa co rusz donosiła o niechlubnych skandalach wokalistki: miesiące spędzane w klubach, narkotykowe wybryki, atakowanie fotografów, rzucenia szpilkami w fanów czy znęcanie się nad zwierzętami. Ostateczny efektem tego typu życia, były oczywiście pobyty w szpitalach, gdy organizm nie był już w stanie funkcjonować tak jak Amy by chciała.
Fani jednak dalej w nią wierzyli, ona zaś spróbowała podnieść się z dna. Rzekomo skończyła z imprezami, nagrała parę piosenek do nowej płyty, chciała założyć nową wytwórnię i wyjechała na Karaiby by zerwać z chorym środowiskiem.
Nową Amy fani mieli zobaczyć po raz pierwszy na Jazz Festivalu na Karaibach... To co jednak ujrzęli było cieniem dawnej gwiazdy. Wszystko zaczynało się rewelacyjnie, piosenkarka wyszła w kuszącej niebieskiej sukience, z typowym dla niej makijażem i czadową fryzurą… a później zaczęłą bełkotać, potykać się o własne nogi, zapominać tekstów piosenek, a tych nowych nikt na tym koncercie nie usłyszał. Dzięki Bogu zawiodła instalacja elektryczna i ta żenada nie trwała dłużej niż 45 minut.
To chyba koniec tej krótkiej kariery…