Wraz z kolejnymi świątecznymi dniami, mijającymi w zastraszającym tempie, coraz bliżej do nowego roku. Tym razem 2009. Jak nakazuje tradycja i społeczny przymus, w noc przełomową należy się bawić. Możliwie hucznie i z fantazją. Większość, leniwie i bez polotu najzupełniej, decyduje się na ciepły fotel i porcję filmów. Ci bardziej energiczni zamiast maratonu filmowego, wybierają się do przyjaciół (im bliżej mieszkają, tym lepiej) z butelką szampana i kilkoma nieskomplikowanymi przekąskami. Szczytem szaleństwa i wyrafinowania wydaje się być wyjazd w góry. Polskie góry. I świętowanie wraz z tłumami innych, na zatłoczonych Krupówkach.
A może by tak tym razem inaczej?
Moja propozycja to MORZE! Piękny, lodowaty Bałtyk. Tak, ten siwoszary, z przejmująco mroźnym i silnym wiatrem. Ten sam. Ale i z pięknymi plażami. Długimi, szerokimi i tak cudownie pustymi o tej porze roku. Z zachwycającymi miejscami, gdzie zimny wicher nas nie dopadnie, ale za to sycić wzrok będziemy mogli widokiem wzburzonej, falującej wody. Czy to nie pociągająca wizja?
A wyobraźmy sobie, że potrzebujemy absolutnego odpoczynku. Chwilowej izolacji. Ciszy i spokoju. Odmiany. Wybierzmy więc jedną z malutkich miejscowości, jakich nie brakuje na wybrzeżu. Wybierzmy się tam z ludźmi, z którymi rzeczywiście chcemy spędzić ten czas, z nie z przypadkowo się pojawiającymi. Wybierzmy takich, z którymi pragniemy spędzić ten kolejny rok, u progu którego stoimy. I odpoczywajmy. Osłonięci od zimna i wiatru cieszmy się bliskością, ciepłem i tą chwilą. 
I nie zapominajmy, że te wszystkie czynniki nie wykluczają zabawy, radości i beztroski!