Alexander McQueen jest na ustach całego świata mody. Nadal nikt nie dowierza, jak mógł on popełnić samobójstwo. Długo oczekiwana ostatnia kolekcja Brytyjczyka w końcu ujrzała światło dzienne.
Ostatnie prace Alexandra McQueena zostały zaprezentowane światu bardzo spokojnie, bez żadnych skandalów i sensacji . W ten sposób cały jego zespół pracowników oddał ostatni hołd swojemu mistrzowi. Sarah Burton, jego prawa ręka opowiedziała w jaki sposób od samego początku kolekcja na sezon jesień 2010 / zima 2010 była odwróceniem od internetu. Projektant chciał powrócić do czasów kiedy nie było tak rozwiniętej technologii. Marzył o rzemiośle, które tak kochał oraz o rzeczach, które zaginęły w modzie przez ostatnie lata. Inspirował się malarstwem Dark Ages, ale szukał w nich światła oraz piękna. Codziennie od tygodni przychodził z nożyczkami do pracowni, gdzie tną i rwał materiały na manekinach. 16 strój pokazuje, że jako jedyny był skończony niemal w 80% zanim McQueen popełnił samobójstwo. To co przygotowywał miało poetyczny, piękny religijny wyraz, nawiązywało to do jego bardzo wczesnych projektów. Do kolekcji zamówił specjalne materiały i wydrukował na nich obrazy aniołów kościelnych oraz złych, potwornych demonów. Gotowy materiał potem ścinał na kawałki tworząc krótkie, poszarpane sukienki.
Ci którzy obserwowali karierę McQueena przez lata mogli zobaczyć w jego ostatniej kolekcji bardzo dużo nawiązań do jego poprzednich kolekcji. Jesień 2010 / zima 2011 jest świetnym podsumowaniem stylem projektanta. Zarówno znajdziemy doskonałe krawiectwo oraz dużo romantyzmu