“Agent Provocateur” oznacza po francusku osobę która prowokuje jakąś osobę do złego. 
Rzuceni w wir pokazów na Tygodniu Mody w Nowym Jorku, można łatwo zapomnieć o bardziej intymnej części garderoby. Spokojnie, na Wiosnę/Lato 2010 
“Agent Provocateur” wysuwa nam nową propozycję. Jaką? Koronki, frędzle, czerń to podstawy najnowszej kolekcji. Słowo “intymne” łatwo przechodzi w “skąpe“. 
Możesz się spodziewać elementów bondage, sado maso, klimatu ostrej perwersji.

Nie mówiąc już o zawsze nienagannej jakości, niektóre kroje są w porządku. Natomiast całość jest nieprzyjemna, niechlujna, modelki nieatrakcyjnie wystylizowane. Jak wizyta w tanim Sex Shopie - takim na brudnej ulicy! Prowokacja prowokacją, ale co się podziało z tą słynną marką? 
Problem tkwi w wizerunku. Od jakiegoś czasu modelki Agent Provocateur wyglądają jak wampiry, albo kobiety upadłe. Ta było w kolekcjach “Wiedźmy”, “Syreny”. Pierwsze wrażenie - wcale nie sexy. Renomowana, luksusowa marka sprzedaje taniość? Czy to wynik kryzysowej sytuacji? Desperacja w zwiększeniu sprzedaży i dotarciu to szerszego ( mniej wymagającego ) klienta? A może doradcy artystyczni są z odzysku?

Agent Provocateur głosi “Wszystko co robimy prowadzi do jednego celu: dać ci pewność siebie ku temu czego pożądasz.” Każdy lubi zabawę, eksperymentowanie ale mimo wszystko widzieliśmy już lepsze pomysły “Agent Provocateur“. Kampania reklamowa z aktorką Maggie Gyllenhaal była pełne uroku, klasy, zmysłowości.

Zupełnie inna sytuacja to obecna kolekcja Jesienno/Zimowa “Misja na Ziemi”. Ma świetną sesję dowcipnie wzorowaną na komiksowych super bohaterkach. Kosmos, odległa galaktyka, Gwiezdne Wojny i marzenia chłopaków o księżniczce Leii. Ciekawy sposób na prezentację bielizny “nie z tego świata”. To balansowanie na kiczu, flirtach i męskich fantazjach. Zdjęcia są znakomite, pomysł może prosty ale też przemyślany i świetnie dopracowany