Właśnie zakończył się Ultra Music Festival w Miami, jedno z większych wydarzeń muzycznych na świecie w tym roku. Nie jest to co prawda ani festiwal najstarszy ani największy (Przystanek Woodstock ma 3 razy więcej uczestników), ale na pewno najbardziej medialnie nagłośniony. Festiwal należy do spółki giełdowej SFX Entertainment, posiadającej również festiwale Tommorrowland, Electric ZOO i inne oraz kluby i serwisy muzyczne np. Beatport. Głównym udziałowcem SFX Entertainment jest Robert F.X. Sillerman, biznesmen działający od lat w branży medialnej, który postawił biznesowo na zjawisko nazywane w Ameryce EDM*. I stąd Ultra to festiwal najlepiej wypromowany na świecie i też najbardziej globalny, bo jego edycje organizowane są w 9 miejscach na świecie.

Czy warto było się na niego wybrać? Podsumujmy plusy i minusy.

Line-up

Niewątpliwie trudno znaleźć drugie takie miejsce na ziemi o podobnej kumulacji najbardziej popularnych wykonawców i DJ-ów z czołówki rankingu DJ Mag. Łatwiej wymienić tych, których tam nie było. A i tak trzeba starannie sprawdzić, bo zdarzało się, że występowali nawet Ci, których nie zapowiadano… (+++)

Miejsce

Centrum Miami, park przy nabrzeżu. Teoretycznie świetne miejsce, ale niestety organizatorzy na niewielkim terenie zbliżonym do Placu Defilad w Warszawie upchnęli 7 scen. Było bardzo ciasno, na większości terenu festiwalowego słychać było niemiłosierną kakofonię. (-)

Technika

Trzeba przyznać, że systemy oświetleniowe na dwóch scenach (głównej i techno) robiły duże wrażenie. Zgaduję, że były najlepsze na świecie. Dźwięk też był prawdopodobnie niezły, ale pod warunkiem, że sceny byłyby położone w większej odległości od siebie. A było jak wyżej. (+)

Atmosfera

Dla festiwalowicza z Europy na UMF po prostu nie było festiwalowej atmosfery. Nie było wrażenia, że tysiące roznegliżowanych uczestników przybyło na festiwal z powodu muzyki. Z wyjątkiem trochę bardziej podeskcytowanego tłumu pod główną sceną, bardziej wyglądało to na piknik pod pretekstem festiwalu. Było wesoło, było głośno, wieczorem odpowiednio ciemno, ale wydawało się, że tylko ułamek uczestników przyszedł posłuchać określonych wykonawców. A może to znak czasu? Jeśli wykonawcy to przede wszystkim DJ-e, i każdy z nich może zagrać Animals Martina Garrixa, to trudniej się do któregoś z nich przywiązywać, prawda? (-)

Pogoda

Idealna. Gdyby nie przelotne opady, na które organizatorzy nie byli przygotowani i mniejsze sceny przy pierwszych kroplach deszczu były zamykane. (++/-)

Cena biletów

$400 dolarów za trzy festiwalowe dni. Żadnych innych możliwości, oprócz jeszcze droższych biletów VIP-owskich. Drogo, ale trzeba zwrócić uwagę, że line-up i technika sporo kosztuje, a z powodu niezbyt przyjaznych relacji organizatorów z władzami Miami raczej nie można zakładać, że miasto jakoś finansowo wspierało festiwal, jak to bywa np. w Polsce. (-)

Podsumowując, średnio. A biorąc pod uwagę, że do Miami lot trwa kilkanaście godzin, to ja chyba wolę płocką plażę albo Babie Doły.

D-J-N


*Electronic Dance Music – prawie każda muzyka nadająca się do tańca, która nie jest wyraźnie R&B , hip hopem lub country (chociaż tutaj głosy są podzielone) czyli electro, house, D&B, disco, techno, dubstep, trance, itd.