Był taki film - “Zapach kobiety”, teraz przyszedł czas na wydawane przez nią dźwięki. Człowiek uzbrojony jest w dwa rodzaje dźwięków - ten najbardziej komunikatywny wydawany jest przez otwór gębowy. Kobieta jest człowiekiem - mówi a także śpiewa. Gdy ma talent i śpiewa, i do tego akompaniuje jej muzyka, może z tego powstać naprawdę piękna rzecz.

I taką kobietą jest niewątpliwie pani Leslie Feist z Kanady. Zanim rozpoczęła swoją drogę wokalistki solo, pojawiła się w kolektywie: Broken Social Scene, bądź w formie gościa: Manu Chao, Peaches, Kings Of Convenience. Próbowała swoich sił w rapie, punku, rocku - szukając własnej tożsamości muzycznej, błądziła, aż spostrzegła migające światełko w tunelu. Gdy podeszła bliżej, nad wyjściem z tunelu widniał fioletowo mieniący się neon z napisem - pop rock. Zaryzykowała, przeszła i chyba nie żałuje, a co najważniejsze to my nie powinniśmy żałować jej wyboru. Przebojowo, każdy kawałek jest przepyszny - odmienny, a jednak wszystko tak do siebie pasuje. Bardzo dziewczęca, emocjonalna, raz frywolna, raz liryczna - piękna. Akompaniament gitarowy z szufladki folk, nastrojowy, urokliwy, świetnie uzupełnia zmysłowość i taką niewinność wokalistki. To jest ten typ dziewcząt, które wejdą ci na głowę, wykażą się czasem wielką naiwnością, a ty cały czas za nimi biegasz... bo to sama słodycz. Uwaga album zawraca w głowie!