Wygląda na to, że teraz, po latach eksperymentów, panów z Beastie Boys interesuje co innego. Nowy album "The Mix Up" jest kolejną odsłoną powrotu do korzeni. Poprzedni - "To the 5 Boroughs" (2004) był najbardziej hiphopowy z ich krążków. Dedykowany Nowemu Jorkowi wzywał do jedności bez względu na rasę i wyznanie. Przypominał o najważniejszym dokonaniu Beastie Boys, którym udało się zintegrować białą i czarną publiczność. Intrygujące, że teraz, gdy wielu amerykańskich muzyków głosi polityczne manifesty, ci wyszczekani raperzy wolą milczeć. Nagrali 12 fantastycznych utworów, w których nie pada ani jedno słowo. Choć są nowe, brzmią jak dobrze znane evergreeny. Beastie Boys wzięli elementy rocka, funku i ożywili klimat sprzed kilkudziesięciu lat. Chwilami się wydaje, że słyszymy The Doors, kiedy indziej ścieżkę z serialu kryminalnego, w tle pobrzmiewają fascynacje muzyką Wschodu i pierwszymi elektronicznymi instrumentami. To wciągające, bogato zaaranżowane kompozycje, z którymi trudno będzie się rozstawać.