W ostatnich latach coraz bardziej popularna stała się muzyka elektroniczna. W szczególności obserwujemy boom muzyki techno i trance. Chociaż jak dla mnie jest to najsłabsza odsłona muzyki elektronicznej to jednak znalazła ona bardzo wielu wielbicieli, którzy podczas jej słuchania wpadają w swego rodzaju trans, który jest jeszcze bardziej podsycany przez rożnego rodzaju używki. Najlepszym dj-em 2007 i 2008 roku muzyki trance został Armin Van Burren. Tak naprawdę jest on normalnym człowiekiem z wykształcenia prawnikiem, który już od najmłodszych lat próbował swoich sił w muzyce. Dzięki dostępowi do komputera oraz wsparciu rodziców zaczął tworzyć swoje pierwsze mixy. Wpływ na jego fascynację muzyką progressive trance miał Jean Michel Jarre i Klaus Schulz. To właśnie dzięki wpływom tych dwóch artystów odnalazł swój własny i jedyny styl, który wyniósł go na wyżyny kariery. Chociaż wiele osób zachwyca się jego twórczością to jednak do mnie to w żaden sposób nie dociera... Co więcej uważam, że muzyka Van Burrena nie wnosi niczego nowego, świeżego i porównanie go z Jean-Michelem Jarrem uważam za lekką przesadę, gdyż poziom tych dwóch artystów jest zupełnie inny.... Jean jest przedstawicielem muzyki ambitnej, której jak się słucha wprowadza nas w niezwykły dreszcz emocji, dociera do każdej części naszego ciała.... W przypadku Armina jest to muzyka masowa, prosta, nieskomplikowana, której głównym zadaniem jest dotarcie do jak największej liczby osób, dlatego nie przekazuje ona wysublimowanych emocji. Zapewne wielu z Was jest fanami holenderskiego dj-a i chociaż ja wielbicielką trancu w ogóle nie jestem to w końcu żyjemy w XXI wieku i każdy może słuchać tego co mu się podoba. W końcu może faktycznie Van Burren wprowadził coś nowego... bo jego remixy docierają praktycznie do każdego odbiorcy...