iBeetle to owoc współpracy legendarnego niemieckiego producenta samochodów, który z sukcesem wskrzesił kultowego Garbusa firmy Volkswagen i najbardziej pożądanego producenta gadżetów na świecie, czyli marki Apple.

W wyniku kooperacji niemieckich inżynierów, którzy nazywają swoje pojazdy po prostu „Das Auto” i amerykańskich fanów minimalizmu i użyteczności, którzy sygnują swoje dzieła logo przedstawiającym nadgryzione jabłko, powstał gadżeciarski i designerski pojazd.

Gdy pierwszy raz ujrzałem ten samochód, serce zabiło mi szybciej. To samochód, który chcę mieć i to samochód, którym chcę podróżować.

VW BEETLE wyposażony w gadżety od Apple oferuje to, co kocham najbardziej. Syntezę historii i tradycji z nowoczesnością. Wyobrażam sobie podróż na Dolny Śląsk śladami mrocznej historii XX wieku połączoną z wieczorną wizytą w modnych klubach Wrocławia. Pod które obowiązkowo podjeżdżam moim nowym ulubionym Garbusem.

Samochód został wyposażony w specjalną stację dokującą od Apple zintegrowaną z deską rozdzielczą. Do tego dedykowana aplikacja na iPhone czy iPad.

Pojazdem rzeczywiście możemy zarządzać z poziomu swoich ulubionych akcesoriów od Apple. Do tego spójny z Jabłkiem design. Jak ja kocham minimalizm. Model możemy zakupić w siedmiu kolorach nadwozia. Do tego chromowane uchwyty i nakładki kół. Aplikacja zwana „Kaufer” pozwala cieszyć się licznymi aplikacjami mobilnymi na pokładzie naszego ulubionego auta. (Garbus to nazewnictwo typowe dla Polski, dla większości świata to Chrząszcz). Mamy dostęp do: Spotify, aplikacji ekspert (rozszerzone funkcje pulpitu nawigacyjnego), aplikacji trener (czas jazdy, odległość, zużycie paliwa, podpowiedzi dotyczące optymalnej trasy, z rekomendacjami prosto z sieci społecznościowych), aplikacji pocztówka (nasza lokalizacja) czy foto (zdjęcia z wnętrza samochodu).

To samochód, który jest esencją współczesności. Pożądamy go. Chociaż... Gdyby pojawiła się iCarrera, pożądalibyśmy jej bardziej...