Czy może być coś bardziej perwersyjnego niż posiadanie samochodu, który w nazwie zawiera dwie wyklęte litery SS ?

Czy dla mężczyzny dobiegającego 40 urodzin istnieje większe pragnienie niż ujeżdżanie rasowego muscle cara o wyglądzie rodem z filmów Science Fiction i rasowym brzmieniu silnika ?

Mnie obsesja posiadania amerykańskiego, kipiącego testosteronem i odwołaniami do kultury masowej samochodu dopadła kilka miesięcy temu.

Alternatywą jest Camaro lub nowa generacja Mustanga. Przez mózg przebiega również myśl o nieracjonalnym jankeskim Pickupie.

Ta fascynacja nie wyklucza świadomości tego, że mój samochód na co dzień musi być hybrydą. Po to aby oszczędzać i wywrzeć realny wpływ na geopolitykę. W weekendy nie zamierzam jednak iść na żadne kompromisy. Na Lukoil rzecz jasna tankować nie zamierzam. To akt sprzeciwu wobec polityki Putina. Ilości benzyny, które spali mój muscle car, zatrwożą każdego reprezentanta partii zielonych.

W moich żyłach zamiast krwi płynie etylina. Samochód, który dzisiaj przychodzi mi podziwiać, to limitowana wersja Camaro SS.

Samochód w wersjach coupe i cabrio został zaprezentowany w Las Vegas podczas targów SEMA.

Modele trafią do sprzedaży na wiosnę. Wersja specjalna obejmuje pakiet RS, zawierający unikalne felgi, tylny spojler ZL1 i specjalne emblematy, które podkreślają z kim mamy do czynienia.

Na zewnątrz do prawdziwy potwór. Dla mnie jedyna słuszna wersja to coupe SS. Cabrio nie przypadło mi do gustu. W tym segmencie uznaję tylko i wyłącznie Mazdę MX-5, która kontynuuje tradycję brytyjskich roadsterów. Muscle Car i Cabrio to pojęcia, które wykluczają się w takim stopniu jak Anna Grodzka i Polska pseudo Prawica.

W nowym Camaro wybieramy spośród pięciu dostępnych kolorów. Czarny, srebrny, biały, popielaty i czerwony to kolory po których rozpoznacie specjalne wersje kultowego już muscle cara. Wersja SS to również oryginalna zieleń, jeden z ciekawszych kolorów dostępnych na rynku.

Wnętrze jak zwykle wykonano z dość przeciętnych, acz użytecznych plastików. Siedzimy na wygodnych, dobrze wyprofilowanych fotelach. Jeżeli coś oblejemy lub uderzymy zbyt mocno, nic się nie wydarzy. Mamy w końcu do czynienia z dość toporną wersją motoryzacji. Toporną, czyli praktyczną i męską, choć pozbawioną europejskiego wyrafinowania.

Nowa edycja wyróżnia się czerwoną skórą, która pokrywa fotele, kierownicę, gałkę skrzyni biegów czy pokrywę konsoli środkowej.

Mój ulubiony Chevrolet jest zasilany klasyczną, pamiętającą lata 50. jednostką V8 o pojemności 6,2 litra i mocy 426 koni mechanicznych.

Pierwsze sto kilometrów osiągniemy w 4,7 sekundy.

Specjalną edycję Camaro należy pochwalić za poprawiony układ jezdny. Zawieszenie, biegi, układ kierowniczy i dedykowane opony pozwalają na znakomitą zabawę na torze. To nie jest samochód tylko i wyłącznie do podróży autostradowych. Radość z jazdy, którą oferuje Camaro, nie ma sobie równych w tym przedziale cenowym. Pomimo nieracjonalności i apetytu na paliwo rekomendacja trendz.pl. Nowe Camaro to remedium na kryzys wieku średniego. To dużo lepsza inwestycja niż kochanka. Kupcie ten samochód i zaproście swoje zliftingowane i wstrzyknięte tu i ówdzie żony na tour po Europie. Wasz związek przeżyje renesans, a w waszym garażu zagości samochód, którego pozazdroszczą sąsiedzi.