Tym razem Bawarczycy nie odrobili lekcji. Koncept modelu X7, który jest największym BMW w portfolio marki nawiązuje do tak "udanych" projektów jak SsangYong Rodius czy Renault Koleos poprzedniej generacji.

Całości ratują tego znakomite silniki czy innowacyjne multimedia we wnętrzu.

Zdajemy sobie sprawę, że to samochód dedykowany takim rynkom jak USA, Chiny czy Rosja, gdzie liczy się rozmiar, a nie wyrafinowana linia, ale BMW stać na dużo więcej.

Nie wystarczy duży grill, spore felgi czy modne oświetlenie LED.

Co więcej matowe, polerowane aluminium, trzy rzędy siedzeń i oliwkowe skóry to również zbyt mało, aby zakryć oczywistą brzydotę bocznej linii i brak proporcji całości.

Zbyt małe światła z tyłu, nadmiernie prosta forma bryły, nieumiejętnie wkomponowane elementy wyglądające niczym przeszczepione z X5 i niespójne detale tj. otoczenie klamek, budzą w designerach współpracujących z trendz.pl zażenowanie i irytację.

Przecież to dzieło kultowej firmy z Monachium, a nie chiński klon napędzany silnikiem z kosiarki.

X7 wygląda niczym niedopracowane i przeskalowane, przesadnie wydłużone X5, które jest efektem prac lokalnej azjatyckiej manufaktury.

Niemcy powinni uczyć się od VOLVO jak budować wielkie SUVY. Nawet Ford Edge czy nowy Koleos od Renault wyglądają znacznie lepiej.

W samochodzie rzecz jasna nie brakuje licznych gadżetów. Każdy użytkownik pojazdu dysponuje własnym systemem infotainment, fotele dobrze trzymają pozwalając delektować się długotrwałą jazdą, a samochód wykonano z naprawdę wysokiej jakości materiałów.

Projektanci z Monachium muszą wrócić do komputerów i odrobić lekcję jeszcze raz. Przed oficjalnym debiutem modelu. Wersja przedprodukcyjna nie uzyskuje rekomendacji trendz.pl