Pewnie każdy z was już zauważył, co się dzieje teraz w świecie mody. Konkurencja jest niezwykle  intensywna i objęła już obie branże mody – high street i high fashion. Projektanci wysokiej mody starają się serwować świeże pomysły, a marketingowcy używają nie zawsze dozwolonych chwytów, by reklamować produkt. Korporacja patronująca wywiera presję na artystów o ciągłe dostarczanie coraz to nowszych projektów. Presja ta była jeszcze znośna, kiedy designerzy musieli wydać 2 kolekcje na rok, jednak wraz z zwiększeniem produkcji ubrań w sklepach sieciowych zwiększył się też nacisk na firmy mody luksusowej.

Przed 2008 nikt nie słyszał o kolekcjach pre-fall czy resort, mieliśmy 2 kolekcje wiosna / lato i jesień / zima, na tym się kończyło. Niestety, od kiedy kryzys ekonomiczny poważnie zaczął doskwierać, wysoka moda spojrzała na dobrze sprzedające się sieciówki i skopiowała pomysł - 4 kolekcje rocznie.

Z punktu widzenia projektanta jest to niezmiernie uciążliwe, jest on bowiem odpowiedzialny za cały design domu mody. Przez cały rok musi projektować od 5 kolekcji w górę, czasem więcej. Na przykład, John Galliano, kiedy jeszcze był dyrektorem kreatywnym dla Dior, projektował rocznie około 10 kolekcji – 4 główne kolekcje dla Dior i John Galliano, 4 przejściowe kolekcje, 2 capsule collection i kolekcja couture dla Christian Dior, nie wspominając o innych projektach lub kolaboracjach, w które się angażował. Dziwię się, że jego wybuch złości nie nastąpił wcześniej, pracując z ogromną presją przy tylu projektach.

Z punktu widzenia konsumenta wierzę, że jest to dobra strategia, ciągłe dostarczanie nowych rzeczy na pewno przyczyni się do zwiększenia sprzedaży. Ale z punktu modowego jest to brutalność ekonomii, wysoka moda nie jest taka jak dawniej. Zamiast się skupić na 2 porządnych wybiegach, projektanci dzielą swoją uwagę na różne inne rzeczy, które nie zawsze otrzymują należną medialną uwagę. Nawet zakładając, że każdego stać na kupno luksusowych towarów, produkowanie 4 kolekcji sprawia, że te ubrania tracą swoją wartość. Wysoka moda ma przecież dostarczać nam ponadczasowych ubrań, rzeczy, które traktujemy jako inwestycję w siebie. Przy takich ilościach i masowej eksploatacji termin „luksus” nie jest już taki sam.

Autor: Tina