Pokaz Vivienne Westwood podczas London Fashion Week zdominowała polityka.  Legendarna twórczyni mody punk i new romantic nie pozostała obojętna na to, co aktualnie dzieje się w Wielkiej Brytanii. Demonstracyjnie pokazała, że Szkocja powinna odłączyć się od znienawidzonej Anglii, bo jest bardziej demokratycznym miejscem i jedynie zyska na samodzielności. Podczas prezentacji kolekcji wiosna lato 2015 promowała też słynne znaczki +5. W ten sposób chciała zwrócić uwagę opinii publicznej na problem globalnego ocieplenia.

Cały pokaz okazał się jednym wielkim manifestem poparcia dla niepodległościowych tendencji Szkocji. Służyły temu buttony z napisem „Yes”, które zachęcały do głosowania za wystąpieniem Szkocji z Zjednoczonego Królestwa i przekształcenia się w suwerenne państwo, po raz pierwszy od 1707 roku. Secesja Szkocji odbija się szerokim echem na całym świecie i skłania inne rejony do podobnych dążeń. Texas również nie jest zadowolony z bycia jednym ze stanów Ameryki i najchętniej sam korzystałby ze złóż ropy naftowej, znajdujących się na jego terenie.

Kolekcja Vivienne Westwood Red Label wiosna lato 2015 nie zachwyciła mnie. Królowa prowokacji nie zaskoczyła niczym w zakresie mody, poza tym, że niewątpliwie starała się szokować widza swoimi projektami. Na plan pierwszy wybijały się mocne tatuaże, nietypowy makijaż i fryzury. Buntownicza kolekcja niewątpliwie była wewnętrznie spójna i niosła przesłanie, ale za dużo było w niej drobiazgów, niuansów i dodatków, które burzyły mój odbiór i odwracały uwagę. Modelki wyglądały tak, jakby właśnie zostały wyrzucone z XVIII-wiecznego statku za brak biletu.

Znalazłam kilka świeżych looków, jak chociażby warstwowe sukienki czy fantazyjne upięcia materiału w bluzkach. Nie zmieniły one jednak mojej opinii o kolekcji jako całości jako modzie z przesłaniem, ale bez świeżości. Vivienne powtarza się po raz kolejny i chwyta kontrowersyjnych sztuczek, które mnie nie przekonują.