Zawsze z niecierpliwością oczekuję na pokaz Vivienne Westwood. Jestem ciekawa, czym zaangażowana projektantka zaskoczy mnie po raz kolejny. Świat mody zdążył już dawno zarejestrować, że obsesją Vivienne jest zagłada planety, która nastąpi w wyniku katastrofy ekologicznej. Najbardziej toksycznym i niebezpiecznym stworzeniem na ziemi jest natomiast człowiek. Po części zgadzam się z autorką tych słów.

Zaprezentowana podczas Paris Fashion Week kolekcja Vivienne Westwood wiosna lato 2015 nie pozostała również obojętna na ważne tematy. Oglądając modelki na wybiegu, odnosiłam wrażenie, jakbym uczestniczyła w kampanii na rzecz ochrony naszej planety. Mojej uwadze nie umknęły przerysowane, uwypuklone kobiece kształty. Tkaniny podkreślały atrybuty kobiecości jak biodra i piersi. Jedyny model, który wystąpił podczas pokazu, przypominał coś na kształt maskotki, dodatku do pochodu zdominowanego przez wszechobecny matriarchat. Czyżby Vivienne odnajdywała ratunek właśnie w kobietach?

Vivienne Westwood w wielu momentach pokazu nawiązywała do „ojca haute couture”, Federicka Wortha. Bogate rękawy, kokardy, fantazyjne drapowania i nietypowe nakrycia głowy. Można było zauważyć szerokie w ramionach garnitury z lat 40.

Makijaż przypominający pierwsze  nieudolne zabawy dziewczynek. Westwood to niewątpliwie bogini świata mody. Zgadzam się absolutnie, że potrafi z niespotykaną umiejętnością ponownie wykorzystywać sprawdzone projekty, przetwarzać je i nadawać im nowe życie. Doceniam również jej żarliwe zaangażowanie społeczne i przesłanie, jakie niesie jej praca. Odkładając jednak na bok całą sympatię, następnym razem chciałabym zobaczyć coś nowego i świeżego. Powracanie z sezonu na sezon do tych samych motywów może znużyć nawet najbardziej wiernego sympatyka.