Rzym, Wieczne Miasto... To właśnie w tym mieście Valentino Garavani w 1960 założył swój dom mody i temu miastu dedykował to co najpiękniejsze w modzie. Ponad pół wieku później marka osiągnęła globalną pozycję, ale jej siedziba w dalszym ciągu pozostała w Rzymie. W tym roku Valentino powrócił do swoich estetycznych korzeni. W ciągu ostatnich siedmiu lat stery w Valentino przejęli Maria Grazia Chiuri i Pierpaolo Piccioli, którzy proponowali cały czas modę dalece odbiegającą od włoskiego dziedzictwa. Kolekcja Valentino jesień 2015 Couture została jednak dosłownie i w przenośni przeniesiona do Rzymu, gdzie odbył się jej pokaz, a nie tak jak miało to miejsce do tej pory w Paryżu.

Na początku pokazu zauroczyła mnie seria czarnych, długich sukien. Symbole starożytnego Rzymu przewijały się niemal w każdym projekcie, a także w złotej biżuterii. Orzeł, liście laurowe, peleryny, sandały gladiatorki. Łodygi pszenicy na złotej koronkowej sukni, haft gryfa na całej długości poncza. Panelowe sukienki w stylu empire i narzucone na jedno ramię. Tiulowe i aksamitne peleryny, koronki, koraliki, misterne aplikacje. Doskonałe, dopracowane kroje, mistrzowsko wykonane, absolutnie urzekające i zachwycające.

Niektórzy mogliby narzekać, że w kolorystyce dominowała czerń. Pierpaolo Piccioli miał na to gotową odpowiedź, że Rzym od zawsze był trochę mroczny i złowrogi. Projektanci potrafili jednak wydobyć głębię czerni poprzez skontrastowanie jej z uderzająco piękną, złotą biżuterią Alessandro Gaggio. Nie trzeba być historykiem, żeby docenić historyczną tradycję miasta wplecioną w perfekcyjną modę.

Połączenie couture z tradycyjną rzymską estetyką. Piękno minionego świata z nowoczesnym, lekkim stylem. Odnalazłam w kolekcji Valentino jesień 2015 Couture motywy retro, eteryczne, zwiewne kreacje, współczesne rytmy i precyzję wykonania.