Kolejna kolekcja Vivienne Westwood nie zachwyciła mnie. Skrytykowałam jej propozycję na sezon jesień zima 2015/2016, ale najnowsza kolekcja na wiosnę lato 2016 również nie przypadła mi do gustu. Doceniam zamysł projektantki i idee, jakie towarzyszyły pokazowi podczas London Fashion Week. Moda manifestująca i walcząca w słusznej sprawie tomimo wszystko nie nowość. Nawet najwznioślejsze hasła muszą zostać poparte kreatywnością, oryginalnością i dobrym rzemiosłem, a tutaj mi tego zabrakło. Zdaję sobie sprawę, że współczesna polityka to syf i bagno, denerwuje mnie konsumpcjonizm i poprawność polityczna, martwi dewastacja środowiska. Marzę o wolności, pokoju i duchowym rozwoju człowieka. Doceniam protest Vivienne Westwood i fakt, że chce jej się walczyć o lepsze jutro.

Teraz jednak odnosząc się do samej kolekcji – dostrzegłam wyłącznie tradycyjne, konserwatywne kształty i sylwetki. Nie znalazłam w oglądanych projektach idée fixe, buntu, ducha walki, dekonstrukcji i świeżości. Oczekiwałam siły ognia, mocnych sylwetek i ostrych kształtów. Tymczasem przytłoczyły mnie wzorki, kwiatki, paski, kropki, tiule, koronki. Warstwy, łączenia, zestawienia, przypięcia i cięcia. Wszystkiego za dużo i nie na miejscu, Broniły się wyłącznie garnitury i mocno wycięte szorty z zaokrąglonymi bokami, które zapamiętałam z zapodanego bałaganu. Czekam na kolejną kolekcję buntowniczki Vivienne Westwood, ale w lepszym, smaczniejszym opakowaniu.