Najnowsza kolekcja J.W.Anderson wiosna lato 2016, zaprezentowana podczas London Fashion Week, to „kobieca odyseja” w głąb i na zewnątrz ciała, ziemi i wszechświata. Cóż ona oznacza, zdaniem projektanta? Sami obejrzyjcie pokaz, a będziecie pod wrażeniem mody wymykającej się spod kontroli. Reguły nie istnieją, moda zaś zmienia się i nie podlega żadnym ograniczeniom. Anderson łączy ze sobą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wycina, dokleja, łączy i dzieli, balansując na delikatnej granicy dobrego smaku. Galaktyka i ziemia, silna kobieta i eteryczna istota.

Gigantyczne rękawy, nogawki z baranimi kopytami, sukienki z nadrukami. Klasyczne linie i zdekonstruowane sylwetki. Jonathan Anderson prowokuje i kokietuje, wciągając do swoje gry publiczność. Można go lubić lub znienawidzić, ponieważ jego moda nie zapewnia wygody i bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie wymaga otwartego umysłu i gotowości zmianę. Nie można czuć się komfortowo, bo taki stan oznacza stagnację, a życie musi gnać do przodu. Kreatywność jest bezwzględna i wymaga od twórcy nieustannego stawania się i tworzenia „tu i teraz”, jak zostało to pokazane w dokumencie Martina Scorsese o Franku Lebowitzu.

Otrzymujemy modę aktywną, przesadzoną, śmiałą, zaskakującą, nieopisywalną. Moda, która sprawia, że na początku czujesz się odrobinę nieswojo, by po kilku sekundach trafić do krwiobiegu i wzbudzić pożądanie. Prążkowane tuniki z dzianiny, zwiewne spódnice midi z nadrukami, sukienki z falbankami, dresy pokryte siateczką, tuniki połączone ze spodniami z nogawkami wiązanymi w połowie łydki. Torby założone dwie na raz, krzyżującymi się paskami na ciele modelek. To wszystko już było, ale nie zostało nigdy tak podane.

Jonathan Anderson jest mistrzem wśród projektantów awangardowych i podejmujących modowe eksperymenty.