Moda, doping ludzi z wyczuciem stylu, zmienia się z sekundy na sekundę. 
To co było à la mode w zeszłym miesiącu dzisiaj traci swój smak i koloryt.
W roku 2008 opłakiwaliśmy śmierć francuskiego mistrza Yves Saint Laurenta, byliśmy świadkami narodzin nowych, utalentowanych krawców, widzieliśmy wzloty i upadki prestiżowych domów mody. 

Zaś bycie wróżbitą i przepowiedzenie tego co w 2009 roku nosić będziemy, jest nie lada wyzwaniem, któremu postaramy się sprostać. Wystarczy bacznie obserwować nowości z Paryża i Mediolanu oraz karmić się informacjami, które przekazują wzajemnie projektanci i modelki.


Moda damska jak i męska to dwa zupełnie odległe światy. Trzeba się znać na projektowaniu ubioru na równi z doborem dodatków. Każda profesja wymaga midiasowego dotyku, by zmienić swój produkt (suknię, garnitur, etc.) w złoto, aby klienci byli zadowoleni i wrócili do nas z uśmiechniętą twarzą. Przykładem są Domenico Dolce i Stefano Gabbana, którzy musieli wznowić linię produkcyjną własnych projektów odzieżowych, ponieważ w trzy tygodnie po pokazie, sprzedały się one jak świeże bułeczki za miliony euro.
Dlatego właśnie modowi wizjonerzy prześcigają się w pomysłach na trendy w nowym roku, by osiągnąć najwyższe profity.

Kilka tygodni temu wyciągając z szafy zimowy kożuch od Prady, by jak niedźwiedź mieć dodatkową warstwę ciepła na sobie, okazało się, że trafiłem w dziesiątkę.
Mężczyzna według Alexandra McQueen w 2009 roku jest myśliwym szykującym się na łowy.
Lisy, jelenie, sarny, sowy – to zwierzęta, których nie należy wypłoszyć, a które okazały się jedną z głównych inspiracji krawca. Kontrowersyjny Brytyjczyk, ukończył prestiżową, londyńską Central St. Martins College of Art i bynajmniej nie wypłoszył dzikiej zwierzyny. Wręcz przeciwnie, pozwolił jej na wyjście z leśnych kryjówki, na pokazanie się zaproszonym gościom.
Owe „zwierzęta” – reprezentowane przez modeli to zaledwie alegoria pokazu.
Mistyczność, ciemne, stonowane barwy (czerń, popiel, grafit, brązy, granaty) to według kreatora – mężczyzna roku 2009.
Przygoda, na którą jesteśmy zapraszani przez projektantów podczas fashion show, pozwala na uwolnienie wozów wyobraźni.
Christian Dior, gdyby żył, opowiedziałby nam własną historię, jak niegdyś miał w zwyczaju. Jego kontynuator, John Galliano tworzy iście bajeczne stroje dla eleganckich dam. Wysublimowany styl, jak również biała konwalia stały się symbolem domu mody, rozpoznawalne na całym świecie.

Wprowadzając świeży powiew lekkich tkanin, Galliano wypromował nową postać kobiety, która ma ochotę uwolnić się z więzów zimowych płaszczy i futer. Dlatego właśnie latem kolorystyka przypomina dojrzałe egzotyczne owoce.
Soczysta pomarańcz, słoneczna żółć, błękit fal, zieleń traw. Czy zniewala nas koloryt owych materiałów ? Nic bardziej mylnego. Trzeba wiedzieć, iż John Galliano nigdy nie miał przyjemności poznać Christiana Diora, ale co sezon szokuje możnością łączenia pozornie nie pasujących do siebie materiałów i tkanin w jedną całość. Sam Dior byłby z niego dumny.

Budując swoje imperium, John Galliano z roku na rok stara się poszerzać działalność. 
Dwunasto miesięczny rok kalendarzowy to dla krawca dwa etapy wytężonej pracy, lecz pokazy wiosenno-letnie, jak i jesienno-zimowe stają się wydarzeniami na wielką skalę.
Najlepszym na to dowodem jest klientela, składająca się z aktorek, piosenkarek, polityków i pozostałych person z pierwszych stron gazet.

Jak widać cały nowy rok to magiczny okres zmian i rewolucji w modzie. Za jakiś czas ocenimy czy sukcesy należały się tym co trzeba było. Ocenimy, czy oby prognozowanie trendów miało odzwierciedlenie w warszawskich sklepach i stwierdzimy, czy wszystko co w modzie aby kręci się w kółko, bo przecież moda lubi powroty.