Modą zajmuje się od kilkunastu lat, choć nie skończył jeszcze trzydziestki. Tomasz Ossoliński zasłynął z projektowania gorsetów, w których występowały gwiazdy. I spełnił swoje marzenie, by stworzyć suknię na oscarową galę. Szlify poważnego projektanta zdobył, tworząc dla dużych zakładów odzieżowych. Właśnie przygotowuje się do zaprezentowania swojej męskiej kolekcji w Warszawie.

Katowice-Bytom-Warszawa. Tak rozkłada się geograficznie zawodowa droga Tomasza Ossolińskiego. Choć już z górą dziesięć lat temu dał się poznać jako utalentowany projektant, długo się opierał przed przeprowadzką do stolicy. Od niedawna ma już jednak własną pracownię na Ochocie.

Jako 17-letni chłopak był najbardziej znanym projektantem na Śląsku. Sam mówi tak: - Szkoła zeszła na dalszy plan, a treścią mojego życia stały się pokazy. Zaraz po maturze Zakłady Odzieżowe Bytom zaproponowały mi stanowisko głównego projektanta. Firma zatrudniała wówczas trzy tysiące ludzi. Sama wzorcownia liczyła stu krawców z konstruktorami włącznie.

W Bytomiu połknął bakcyla i pokochałem projektowanie dla facetów, co jest o wiele trudniejsze niż projekty dla kobiet. - Sukienkę można uszyć w domu, ale dobrego garnituru już nie. Żeby uszyć marynarkę, trzeba dwieście razy wziąć do ręki materiał i jego fragmenty - mówi.

Sam produkuj własne pokazy, dobiera do nich muzykę i szuka ciekawych ludzi, którzy w nich występują. Bo jak sam zaznacza: - Pokaz to nie jest tylko kolekcja ubrań do zaprezentowania na wybiegu, ale także pewna myśl, którą chcę przekazać. Chodzi mi o zbudowanie trudnego do określenia nastroju i napięcia.