Suzy Menkes bywa ostra, ale jej wypowiedzi nie można zignorować. Artykuł Suzy na temat tempa mody jest jak najbardziej trafny i daje wiele do myślenia. Suzy mówi o tym, jak zawrotna prędkość i wieczna presja na tworzenie coraz „nowszych” kolekcji sprawia, że pokazy tracą na jakości.

Wiemy, że przemysł modowy jest stresujący i wyczerpujący. Można być wyluzowanym i kreatywnym w przypadku 2 kolekcji rocznie i ewentualnie jakiegoś projektu na boku. Kiedy jednak mamy 2 główne pokazy, pre-fall, resort, Couture fall i spring, a na dodatek limitowane linie i kolaboracje z sieciówkami lub artystami, to taka ilością pracy staje się już niemożliwa.

Projektanci często załamują się psychicznie pod ciężarem pracy, przykładem są między innymi Alexander McQueen, John Galliano czy Christophe Decarnin. W wszystkich przypadkach projektant pracujący pod presją 10 kolekcji rocznie, wiecznej krytyki i presji ze strony korporacji, załamuje się psychicznie, co odbija się na ubraniach, długości czasu pracy w marce i kolejnej zmianie na stanowisku dyrektora kreatywnego.

Pytanie, czy na pewno potrzebujemy tylu nowych kolekcji od setek, a nawet tysięcy projektantów ? Prawda jest taka, że to właśnie klienci, czyli my, czujemy zapotrzebowanie na wieczne „nowości”, a korporacje by zaspokajać nasze potrzeby, wywierają nacisk na ciągłą produkcję. Nawet w branży luksusowej, gdzie rzeczy są ponadczasowe i w świetnej jakości, muszą trzymać tempo fast fashion, co samo w sobie zaprzecza definicji high fashion.

Autor: Tina