Dużo ostatnio słyszeliśmy o zniszczeniu fabryki w Bangladeszu, o tym, jakie szkody powstały, ile było ofiar, jak zareagowały na to korporacje i przemysł modowy. Czytałam na ten temat każdego newsa i przez długi czas nie wiedziałam, jak do tego podejść. Zacznijmy od tego, że jestem tym faktem oburzona. Sposób, w jaki traktowani są pracownicy fabryk w krajach Trzeciego Świata i to, że duże firmy dopuściły do takiego zajścia zasługuje na potępienie. Przeczytałam nawet, że właściciele fabryki wiedzieli o tym, że budynek jest w stanie krytycznym, ale nie podjęli się naprawy, dlatego że zapłacenie 1.200 dolarów odszkodowania rodzinie osób zmarłych w razie wypadku jest tańsze niż remont budynku. I jeżeli to jest cena, jaką wyznaczyli za ludzkie życie, to czuję wstyd jako konsument ich produktów.


W sieci krążą artykuły o wielkich korporacjach dołączających do nowej inicjatywy ochrony pracowników w fabrykach. Jest też duży nacisk na te firmy, które nie chcą podporządkować się nowej idei. Myślę, że pomysł na monitorowanie takich miejsc pracy jest niezwykle pożyteczny. Zdaję sobie też sprawę, że firmom będzie niezwykle trudno dostosować się do nowych wymogów. Nie dziwię się, że wiele firm nie chce lub jest jeszcze niezdecydowana, decyzja ta wymaga wielkich zmian i wiąże się z podniesieniem cen dla konsumentów.

Znalazłam proste rozwiązanie, coś, co może zrobić każdy kupujący, by w pewnym stopniu zaradzić problemowi. Wystarczy przestać kupować tanie ubrania fast fashion. Nie sugeruję, by od razu zacząć kupować tylko luksusowe lub lokalne produkty (chociaż najlepiej byłoby kupować produkty polskich projektantów, ceny nie są wygórowane i jednocześnie wspieramy młode talenty i polską gospodarkę) albo przestać kupować rzeczy produkowane w krajach takich jak Bangladesz. Jeżeli jednak jednogłośnie postanowimy, że nie potrzebujemy następnych par spodni za 50 zł i możemy wydać trochę więcej niż 150 zł na spódnicę, będziemy w stanie zapobiec temu problemowi.

Korporacje przemilczają takie sprawy, bo chcą jak najwydajniej wykorzystać siłę roboczą, by produkować ubrania. Jeżeli nadal będziemy żądali t-shirt za 20 zł, to firmy znajdą sposób na dostarczenie nam tego, nawet kosztem bezpieczeństwa .
Zdaję sobie sprawę, że jest łatwiej mówić niż zrobić. Szczególnie z naciskiem marketingu i social media na coraz nowsze i modniejsze rzeczy, czujemy potrzebę kupowania ubrań. A przecież możemy spokojnie przez kolejne kilka lat obejść się bez kupowania i nie będziemy wcale cierpieć na deficyt ciuchów. Mimo wszystko chcemy nabywać nowe ubrania i inwestować w modę. Zamiast jednak kupować coś za grosze i założyć na jedną imprezę, kupujmy rozmyślnej – rzeczy, które będą pasować do reszty garderoby, ubrania funkcjonalne i dobrej jakości. Nie jest sztuką pójść do sklepu, wziąć pierwszą lepszą rzecz i skopiowa
manekiny z Zary (tyczy się to zwłaszcza blogerek modowych).
Sami podejmijmy działanie i zacznijmy kupować z rozmysłem.

Autor: Tina