5 kwietnia odbył się Warsaw Fashion Weekend, miałam wówczas nadzieję na rozgrzewkę przed łódzkim tygodniem mody (który praktycznie trwa tylko przez weekend). Zapisałam się na stronie na akredytację medialną cztery dni przed wydarzeniem. Pomimo mojego zdenerwowania okazało się, że dopiero rozpoczęły się zgłoszenia. Nie zraziłam się faktem, że organizatorzy przeznaczyli zaledwie kilka dni na przygotowanie akomodacji dla prasy i wybrałam się do Soho Factory pełna nadziei. Jakże się pomyliłam. Mogłabym godzinami wymieniać, co mi nie pasowało w tym wydarzeniu, jednak skupię się na kilku kwestiach.

 



Zacznijmy od pokazów projektantów. Po przejrzeniu świetnej zapowiedzi prasowej, spodziewałam się dobrych pokazów, ładnych ubrań i profesjonalizmu ze strony organizatorów. Niestety, nie doczekałam się. Pomijając stary bruk, zupełnie nienadający się do chodzenia w wysokich szpilkach, zapełnionej szatni, skandalicznych kolejek w recepcji po opaski wstępu, których i tak nikt nie sprawdzał, uczestników było dużo, na mój gust aż za bardzo. Większość czasu spędziłam na przepychaniu się miedzy tłumem, oglądającym chińskie wyroby biżuteryjne. Selekcja młodych projektantów była rozczarowująca. Marki takie jak "Girls Like Shopping" i "stylownia24".pl, czyli marki t-shirtowe z stylem Basic, zajmowały większość stoisk. Ciekawszy design jak na przykład Caprice znalazłam dopiero po ponownym obejściu całości, a to z tego względu, że stoiska zostały źle ulokowane. Możliwe, że moje oczekiwania były lekko zawyżone, biorąc pod uwagę zeszłorocznych projektantów, spodziewałam się tylko lepszych pokazów. Ciekawi mnie ich rezygnacja z udziału w tegorocznej edycji Warsaw Fashion Weekend, czyżby z powodu słabej organizacji ?

 

 


 


Jak zwykle na modowych wydarzeniach nie mogło się obejść bez wystrojonych fashionistów. W oczach czułam, jak mnożą mi się postacie sklonowane pod względem wyglądu i stylizacji z tych samych sklepów sieciówkowych. Nie dopatrzyłam się ani jednej ciekawej osoby, która zachwyciłaby swoim wyglądem. Nawet gościnne czołowe blogerki nie wysiliły się podczas pozowania przy ściance.

 


 


Pokazy były jedyną rzeczą, która ominęła mnie mimo woli. Pech chciał, że akurat w tym dniu organizatorzy nie mogli wypożyczyć nigdzie rusztowania na widownię i z moim mikroskopijnym wzrostem nie byłam stanie wiele zobaczyć. Na szczęście mogę dobrze zrelacjonować uczesanie czołowych blogerek, których pokaz dla Toni & Guy był najważniejszym wydarzeniem całego eventu. Młodzi projektanci zeszli natomiast na drugi plan, odstępując najlepsze godziny sponsorowanym markom oraz celebryckim projektantom jak chociażby Natalia Jaroszewska, której show zresztą okazał się najsłabszym, jaki dany było mi oglądać. Trudnością było też dostanie się na salę pokazową przez jedyne drzwi, przy których zbierały się tłumy ludzi, by pójść na pokaz kogoś, o kim dowiedzą się 30 sekund przed rozpoczęciem, ponieważ harmonogram stanowił dla wszystkich tajemnicę. Czyżby dla organizatorów również ?

 


 


Po trzech godzinach przepychania się i stania na obcasach czułam się jak po 4-dniowym fashion weeku w Łodzi. W końcu postanowiłam się poddać. Wydaje się, że Warsaw Fashion Weekend to znaczące wydarzenie na warszawskiej mapie mody. Z edycji na edycję otrzymuję coraz obszerniejsze publikacje o imprezie. Niestety, w ślad za tym nie poszła jakość wydarzenia, zaś sama organizacja wymaga wiele do życzeń. I podobnie jak zeszłoroczni projektanci, zastanowię się poważnie, czy wezmę udział w następnej edycji.

Autor: Tina