W pokazach Out Off Schedule zawsze denerwowało mnie to, że organizatorzy zamiast przeznaczyć dobre godziny pokazowe dla młodych projektantów, przesuwają ich pokazy na wczesne godziny poranne, co często utrudniało mi uczestniczenie w nich z różnych względów. Tym razem udało mi się zobaczyć pokaz, który przygotowała Sofia French, chociaż był o wyjątkowo wczesnej porze.


Cieszę się, że młoda projektantka miała szansę, by spełnić swoje marzenie o prawdziwym pokazie modowym. Szkoda, że nie potrafiła zadbać o to, by ładne ubrania pojawiły się na wybiegu. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to zastosowana kolorystyka. Wydaje się, że projektantka bardzo zmagała się z wyborem własnej palety kolorystycznej. Albo eksperyment był delikatnie mówiąc nieudany, albo przerosło ją zadanie zbalansowania barw. Kolory i wzory gryzły się ze sobą i to w mało fajny sposób jak u Etro czy Missoni.


Druga rzecz, to koszmarna satyna, która moim zdaniem przez złą konstrukcję i wykonanie wyglądała na bardzo tanią i sprawiała wrażenie pierwszych prób projektowania z lejących tkanin. Całość miała bardzo ciężką do przetrawienia stylistykę. Połączenie eleganckich (?), kobiecych ubrań z alternatywnym stylem i wzorami nie najlepiej wyszło i szczerze mówiąc, trudno mi wyobrazić sobie kobietę noszącą takie ubrania.


Autor: Tina