Katarzyna Górecka nie do końca wpasowała się do koncepcyjnego stylu mody Out Off Schedule, chociażby dlatego, że jako jedyna wysłała na wybieg przesłodzoną paletę różu i błękitu. Podjęła takie samo ryzyko jak pozostali projektanci, igrając z popkulturą. Okraszona kiczem estetyka może być uznawana za ironiczną interpretację stylu, jednak wystarczy odrobinkę się zatracić i powstanie zbiór tandetnych pluszowych sweterków, tanich spódniczek i słabo skonstruowanych płaszczy.


Kiedy chcemy bawić się kiczem, nie musimy dosłownie inkorporować go w ubrania. Wydaje mi się, że projektantka tym razem przesadziła z klimatami lat 80. i 90. w kusych topach i flanelowych okryciach. Nasunęło mi się skojarzenie z listą modowych pomyłek zeszłej dekady. Jeżeli chcemy uniknąć efektu dziecięcych piżam z bajkowymi wzorkami zastosowane materiały i konstrukcja muszą być perfekcyjne. Niestety, jak dla mnie ten poziom nie został osiągnięty i przez pierwszą minutę miałam wrażenie, że patrzę się na wieszak z bazarowego stoiska dziecięcej odzieży.


Trzymam kciuki za Katarzynę Górecką, by w następnej kolekcji udało jej się odnaleźć równowagę między kiczem a stylem. Podziwiam jej entuzjazm do kolorów, wzorów i dziewczęcego stylu, których ewidentnie brakuje na Polskiej scenie.

Autor: Tina