Świat mody czekał specjalnie na pokaz, w którym po raz pierwszy zabrakło głównego aktora, nieodżałowanego Oscara de la Renta. Projektant odszedł w zeszłym roku i pozostawił po sobie olbrzymie grono wielbicielek swojego talentu. Jego następca,  Peter Copping, były dyrektor kreatywny Nina Ricci, nie miał łatwego zadania. Zastąpić ikonę mody nie jest łatwo, nie wystarczy nawet stworzenie dobrej kolekcji. De la Renta był bowiem geniuszem, uwielbianym przez gwiazdy, cenionym przez klientki na całym świecie.

Ogromna presja, pod którą pracował Copping, nie była dobrym doradcą. Kolekcja domu mody Oscar de la Renta jesień 2015 Ready-to-Wear okazała się zachowawcza i bezpieczna. Za dużo odnalazłam w niej nawiązań wprost do historii marki. Rozumiem, że Copping chciał w ten sposób uhonorować twórcę domu mody, stąd nawiązania do kwiatów i klasyki. Sukienki w stylu garnituru i płaszcze wyglądały luksusowo i elegancko, jak za dawnych czasów, ale po pojawieniu się kolejnego projektu powiało nudą.

Dobrym akcentem były oryginalne printy oraz intensywne barwy, które wprowadził już Copping. Opłacił się także jego eksperyment z sukniami wieczorowymi. Długa, czarna, jedwabna suknia z oryginalnym wykończeniem szyi i podkreślonymi ramionami. Najlepiej wyglądała klasyczna suknia z zachowaną linią A, z podkreślonym stanikiem, w przepięknych kolorach fuksji i granatu. Jeżeli tylko Copping będzie w przyszłości inspirował się tylko twórczością Oscara de la Renta, ale nie nawiązywał do niej wprost, to sądzę, że jego kolekcje także mogą sięgnąć modowych wyżyn.

.