Jean Paul to z francuskiego Jan Paweł. Nie wiem czy mogę dodać tytuł liczebnikowy, czyli II. Wyszłoby, że Jean Paul II równa się w języku polskim Jan Paweł II. Być może jest to zbyt odważne porównanie, ale cóż, prowokacja jest „a la mode”. 
Wszystko po to by, nazwisko Gaultier było zauważone. 

Pamiętny pokaz kilka sezonów temu, gdy modelki były postaciami z Biblii, wzbudził mieszane uczucia. Na wybiegu pojawiła się czarnoskóra Maryja, Maria Magdalena w podwiązkach, św Józef w cylindrze itd.

Oklaski podziwu i gwizdy zniesmaczenia. Ludzie wychodzili, a niektórzy z uśmiechem na twarzy pozostawali na swych miejscach.
Gaultier zawsze prowokował. Nawet tym, że spośród tłumu wyróżniał się indywidualnym wyglądem.

Nie lubi nosić spodni, więc na przyjęcia preferuje spódnice i skrupulatnie dobierane akcesoria. Nosi to wszystko, by wzbudzić uwagę fotoreporterów. Uwielbia, gdy jest o nim głośno. 
Przeszło 30 lat w branży odzieżowej daje mu prawo pierwszeństwa, by to nazywać go dyktatorem mody.
Co pół roku zachwyca innowacyjnymi projektami. Wykreował swój styl i jest mu wierny. Kopiować nie musi, ponieważ tłumacząc niczym Doda stwierdza, że: „nie ma lepszego artysty ode mnie.”

Francuz nie zamierza przestawać na szyciu ubrań i przejściu na emeryturę. Cavalli, Lagerfeld, Lacroix, Armani - to modna śmietanka . Mimo iż wszyscy panowie dawno po pięćdziesiątce, a w tej czołówce i Jean Paul, to jego marka jest bardzo dobrze rozpoznawalna. Jeszcze długo dom mody Gaultier będzie zarządzany przez założyciela własną ręką. I dobrze, ponieważ tacy geniusze jak Jean Paul rodzą się raz na 100 lat.