Zawsze fascynował mnie fenomen kupowania konkretnej sukienki na jakieś wyjście. Fenomen ten zdaje się nasilać właśnie o tej porze roku, kiedy maturzystki czekają na studniówkę, studentki na post sesyjne imprezowanie, a pozostałe z nas mają czas karnawałowy. Wydawałoby się, że każda kobieta chce błyszczeć w idealnej kreacji tego jednego wieczoru. Nie widzę jednak, żeby większość czyniła jakieś kroki w tym kierunku, przecież zakup „najmodniejszego trendu sezonu” nie oznacza, że będziemy się wyróżniać z tłumu inny kobiet. Tak samo jak krzykliwy strój nie sprawi, że będziemy w centrum uwagi.
Oczywiście, wybór należy wyłącznie do Was, mogę tylko dać kilka rad, czym się kierować, wybierając strój na sezon karnawałowy.
Możemy na pewno zapomnieć o najgorętszym trendzie tej jesieni, jakim są ćwieki. Kilka ostatnich miesięcy udowodniło mi, że wszystko można zaćwiekować. Widziałam je na każdej możliwej części garderoby i akcesoriach, więc czas powiedzieć dosyć. Przecież nie chcemy spotkać sobowtórów podczas świętowania i przy okazji unikniemy sytuacji, w których będziemy się krzywdzić nawzajem swoimi zdobieniami.
Mała czarna jest odpowiednia na spotkania, przyjęcia koktajlowe, kolacje i wiele innych wydarzeń, ale na pewno nie jest odpowiednia na imprezę karnawałową. To okres, kiedy mamy szansę odetchnąć i zaszaleć, więc nie chcemy wyglądać tak samo jak na spotkaniu biznesowym.
16-centymetrowe szpilki są najlepszymi przyjaciółmi kobiety, kiedy chcemy wydłużyć nogi. Idealnie się sprawują podczas eventów, które nie wymagają stania, chodzenia, a już na pewno tańczenia. Podczas mierzenia w domu butów wydają się być idealne do naszej mini spodniczki, jednak potem uświadamiamy sobie, że był to największy błąd życia.
Podobnie jest z wszelkimi ubraniami bez ramiączek, wydają się być wymarzonym rozwiązaniem w domu, ale prawda jest taka, że perfekcyjnie się prezentują tylko na szczupłych modelkach z wystającymi obojczykami i wystarczająco dużym biustem, który utrzyma ciężar sukienki czy bluzki. Dla reszty pań potrafią sprawiać problemy. Każda z nas na pewno ma w swojej szafie coś bez ramiączek i na pewno przeżywała koszmar nieustającego poprawiania spadającej sukienki czy bluzki. Nie mówiąc już o efekcie powiększonych ramion i ściśniętego biustu.
Niektórzy żartują sobie, że kobieca torebka jest jak czarna dziura i skoro już takie miano dostała, to równie dobrze może sobie zatrzymać. Po co nam ozdobne pudełeczko, w którym nie możemy zmieścić więcej niż telefon i kartę? Tym bardziej, że w połowie wieczoru i tak wyląduje na krześle, w jakimś kącie lub w rękach naszego partnera.

Autor: Tina