Ma wdzięk, urodę i fach w ręku. Grono wypróbowanych przyjaciół oraz kilkadziesiąt wiernych klientek. Niezwykle skromna, sama jest najlepszą wizytówką swojego stylu: głęboki głos, błyszczące oczy, wydatne usta... przysłowiowe 100% kobiety. O jej kolekcjach mówi się, że tej kobiecości miewają nawet 200 procent!

Natalia Jaroszewska za swój największy sukces uznaje fakt, że - nieprzerwana od kilku lat - obecność w światku mody nie przeszkodziła jej w założeniu rodziny. Dziś ma nazwisko i eleganckie atelier, a za sobą dziesiątki publikacji w ekskluzywnych, kobiecych magazynach. Otwarta i radosna, wydaje się być wcieleniem optymizmu i wewnętrznej harmonii. Pamięta jednak, że był czas, kiedy praca omal nie przysłoniła jej życia.

- Zaczęłam bardzo wcześnie i pracowałam naprawdę ciężko. Myślę, że byłam regularną pracoholiczką - mówi z uśmiechem. Pierwszą kolekcję uszyłam mając 21 lat, oczywiście całkiem samodzielnie. Nie było łatwo, gdyż na początku niemal wszystkie zarobione pieniądze przeznaczałam na zakup materiałów.

Na szczęście Natalia nie była sama. Powstającą firmę od strony organizacyjnej wspierał Michał Kowalski, mąż Natalii, z wykształcenia ekonomista. Niemal od razu pojawiły się też efekty pracy tego życiowo-zawodowego tandemu: Natalia bierze udział w finale prestiżowego konkursu Smirnoffa, a Małgorzata Kożuchowska pokazuje się w sukience jej projektu uszytej z białej, cielęcej skóry na okładce Elle. Jako 23-latkę okrzyknięto projektantkę „nadzieją polskiej mody”.


- Nie wyobrażasz sobie jaka to była nobilitacja! Jako efekt uboczny przyszła niestety alienacja: na studiach towarzyszyły mi chłodny stosunek koleżanek i brak zrozumienia ze strony profesorów. Trudno im się zresztą dziwić: doskonaląc, najczęściej nocami, techniki drapowania i krojenia ze skosu, których nie obejmował program szkoły, często opuszczałam zajęcia.... Ale moje wysiłki na nic by się nie zdały, gdyby sukienkami nie zaopiekowały się Ania Wiatr i Renata Stradowska z showroomu Aliganza. Sześć, siedem lat temu byłam osobą bardzo, bardzo nieśmiałą. A nazwiskami, które się wtedy liczyły były Teresa Seda, Wiola Śpiechowicz i Joanna Klimas. Praktycznie nie było wśród nich miejsca dla debiutantów.

Gdybym nie miała za sobą Aliganzy szybko przepadłabym w tym drapieżnym świecie.... Dziś, po sześciu latach nieprzerwanej pracy Natalia może myśleć o sobie w kategoriach „kobiety sukcesu”. W sukienkach jej projektu zaprezentowała się czołówka polskich aktorek podczas ceremonii wręczenia Orłów 2005 i 2006. W sukience z metką Natalia Jaroszewska i kolczykach, które wyszły spod ręki projektantki odbierała w tym roku Telekamery dla najlepszej aktorki Agnieszka Dygant. Zdecydowanie łatwiej byłoby wyliczyć nazwiska gwiazd, które nie maja w szafie zaprojektowanej przez Natalie sukienki niż wymienić słynne panie, które projektantka ubiera od lat. Dla polskich aktorek jest tym, kim dla Audrey Hepburn był Hubert de Givenchy, a dla Catherine Deneuve Yves Saint Laurent. Krawcem, kreatorem i przyjacielem.

Natalia Jaroszewska współpracuje z wieloma znanymi postaciami ze świata showbiznesu. Kreacje projektantki pojawiają się na sesjach zdjęciowych i w teledyskach, ale przede wszystkim dodają blasku gwiazdom na przyjęciach i różnego rodzaju wystąpieniach publicznych. Stałą klientką Natalii jest od pewnego czasu Joanna Brodzik. Warto również wspomnieć słynną białą kreacje Katarzyny Bujakiewicz na premierze „Starej Baśni”, czy suknie Anity Lipnickiej podczas odbierania platynowej płyty.