Pokaz Moniki Ptaszek zapamiętałam głównie dzięki bardzo charakterystycznemu logo. Drugą rzeczą, która aktywowała moje wzdrygnięcie się, był motyw ubrań oblanych wybielaczem. Modne były kilka sezonów temu, kiedy to blogerki modowe odkryły skrót DIY. Ubrania poza tym były nudne, pomimo wyraźnych starań Moniki, by wejść w klimaty awangardowo – OFF’owe.

Jeansowe koszule, t-shirty z nadrukami, „ubrudzone” swetry wyglądające, jakby dopiero co zostały zakupione w sklepach sieciówkowych. Jeżeli miały posiadać lepszą jakość, to została ona głęboko ukryta pod rdzą, żwirem, gliną, smarem, ciemną kolorystyką i ogólnym klimatem zmęczenia i znoszenia. Oglądanie kolekcji sprawiało, że sama poczułam się znoszona i zmęczona.

zdjęcia wykonane przy użyciu aparatu: SONY NEX-5R

Autor: Tina