H&M zawsze znajdowało się w czołówce listy moich ulubionych sklepów sieciowych. Z czasem polubiłam ich kolaboracje z różnymi projektantami (nadal po nocach przeglądam aukcje internetowe w poszukiwaniu serduszkowych sandałków z serii Viktor&Rolf ft. H&M) i podziwiam ich chęć poprawy środowiska, przymrużając oko na fakt, że to H&M jest jedną z największych konglomeracji Fast Fashion. Mam jedną radę dla zarządu H&M – poznajcie swoje granice.


W chwili obecnej wydaje mi się, że wszystko mogę znaleźć w ich sklepach, czy to biżuteria, buty, pokrowce na telefon, kosmetyki, a nawet świeczki, dyfuzory, naklejki i albumy modowe. Od niedawna możemy nawet zakupić w nasze ulubionej sieciówce serię ubrań formalnych ! Tak, suknie balowe z tiulową spódnicą wiszą tuż obok 3-częściowych damskich garniturów i zainspirowanych kolekcją Miu Miu sukienek koktajlowych. Wszystko w przystępniej cenie i… wątpliwej jakości produktu.


Jestem ciekawa, czy któryś stylista (bez presji reklamowania marki) zdecydowałby się na sukienkę ze 100% akrylowej wiskozy dla swojej klientki. Warto też wspomnieć, że H&M jest znane ze swoich oryginalnych projektów, tym razem też się nie zawiedliśmy. Jumpsuit prosto z wybiegów Balenciaga towarzyszy baskinkowemu kostiumowi z archiwów Raf Simons dla Christian Dior. Widać też duży wpływ projektów Marchesa i Elie Saab w bogatych aplikacyjnych sukienkach.

Autor: Tina