Jeremy Scott jest zakochany w Starym Nowym Jorku i jego niezapomniany klimat przeniósł do najnowszej kolekcji na sezon wiosnalato 2017. Styl życia bohemy sprzed 30 lat pod pewnymi względami okazał się tak pociągający, że przeniknął do mody.

Postacie żyjące wówczas w centrum Nowego Jorku miały w sobie tak dużą siłę, że przetrwały w zbiorowej świadomości, chociaż ich głównym problemem było wyłącznie przetrwanie. Dziwacy z Manhattanu przeminęli, ale Scott w swoich projektach powrócił do nostalgicznych czasów z początku lat 80.

Na scenie zabłysnął przyciemniony neonowo-różowy kolor i żywiołowość z tamtych czasów. Krzykliwe barwy, geometryczne wzory, cekiny i rzeźbiarskie formy ożyły w pełni na wybiegu. Kolorowe szaleństwo, w jakimś stopniu kontrolowane, zagościło w modzie.

W dużej mierze był to spektakl o zmysłowości. Lateks i obroże, pociągające linie, odsłaniające ciało, nadruki, dzianiny krzyczące „HOT HOT HOT”. Neonowe motocyklowe kurtki i jeansy w szachownicę. dla panów. Lateksowe trencze dla pań.

Proste sylwetki i banalne wzory, ale wyjątkowo komercyjne, na wyciągnięcie ręki. Podobnie jak ubrania z obrazkiem tubki pasty do zębów „Cool Mint Jeremy”, idealnej do wyleczenia próchnicy, podobnej do tej, która opanowała Nowy Jork.

Ciekawe, czy moda w wydaniu Scotta sprawi, że w mieście na nowo ożyje dawny klimat.