W poprzednim artykule pisałam o zjawisku pozornego stylu i przebierania się, które królowało przed namiotem fashion week. W tej części skupię się na tym, co działo się w namiocie, przed samymi pokazami. Jak to idealnie określił Michał Zaczyński w swoim felietonie „Łódzki Fashion Week oczami profesjonalistów”, także nie czuję się kompetentna, by oceniać pokazy i chciałabym zostawić to profesjonalistom z pierwszego rzędu. A kto według organizatorów Fashion Philosophy Fashion Week Poland był na tyle profesjonalny i wpływowy, by zająć zaszczytne miejsca w komentowaniu i ocenianiu pokazów ?

Z głowy mogę wymienić takie osobistości jak Aleksandra Kwaśniewska i Edyta Herbuś. Pierwszą panią kojarzę z nazwiska, a druga - to jej koleżanka i celebrytka, która założyła własną markę odzieżową. Czy waszym zdaniem one potrafią ocenić kolekcję, która była przygotowywana przez kilka miesięcy, składana misternie od początku pod względem konstrukcyjnym i krawieckim ? Nie, żebym uważała się za eksperta mody, ale z tego, co mnie uczyli na zajęciach z kostiumografii, to wiedza również przydaje się do takich spraw. Nie wspomnę też o mało oryginalnej stylizacji obu pań, chociaż to można im akurat wybaczyć, ponieważ nie są stylistkami.

Jak wiecie, w sieci jest dużo krytyki na temat niekompetentnych pseudo dziennikarzy/blogerów. Wydaje mi się, że są oni jeszcze do zaakceptowania, gorzej jest gdy, ktoś, kto się naprawdę interesuje modą, dostaje odmowę akredytacji, bo miejsce zostało przeznaczone dla psa (i nie mówię tu o PSY). Tak, miałam przyjemność siedzenia za VIP’owskim szczeniaczkiem, który nie wydawał się szczęśliwy, kiedy fotoreporterzy po raz tysięczny strzelali mu ostrym fleszem po ślepiach.

Dobrze zapamiętałam też komentarz pewnej dziewczyny, która siedziała obok mnie w pierwszym rzędzie (spotkał mnie ten zaszczyt, gdyż kilku celebrytów nie pojawiło się na pokazie). Jej słowa zapadły mi w pamięci, ponieważ to było jedyne zdanie, które wypowiedziała podczas pokazu. Oczywiście, nie uwzględniam przelotnych słów frustracji, kiedy nie ładował jej się Facebook. W momencie, kiedy jedna z modelek potknęła się o długą suknię, jej reakcja była błyskawiczna, a komentarz brzmiał: „jak dla mnie dała ciała”. Jeżeli taki jest poziom krytyki, to w sumie nie mam co się martwić o moje recenzje.
Poza korzystaniem podczas pokazów z Facebooka, były też instagramy, twittery i pinteresty. Jak to pięknie ujął Patryk Strzała: „Shabattin – to był pokaz ? Fatalne, nieudane i zrobione na siłę show. Nic oprócz muzyki nie zapisało mi się w pamięci… może dlatego, że słuchając muzyki, dodawałem zdjęcia na INSTAGRAM. To było zdecydowanie ciekawsze.”

Najwidoczniej nie tylko dla niego social media okazały się ciekawsze od każdego pokazu. Cajmel też nie okazywała zainteresowania pokazem, chociaż może dlatego, że nie zasiadła w pierwszych rzędach, zaś jej nie najlepsze samopoczucie wynikało z zazdrości wobec współblogerki Macademia Girl, która siedziała w pierwszym rzędzie.
Wszyscy wiemy, że gwiazdy i gwiazdeczki są stałym elementem pokazów mody, nikt nie powinien się temu dziwić. Ich rolą jest przyciągnięcie mediów, więc problem może nie leży w tym, że organizatorzy sadzają niekompetentne osoby w pierwszych rzędach, tylko to media nie chcą widzieć tam nikogo innego. Tak już działa system i wydaje mi się, że szybko się to nie zmieni. Mam tylko drobną radę, jeżeli nie znasz się na modzie, nie zajmuj się nią, lepiej zostawić inżynierom budowanie mostów.

Zdjęcia wykonywane przy pomocy aparatu: SAMSUNG GALAXY


Autor: Tina