Kolekcję Jil Sander trudno opisać, jako powrót do projektowania, bardziej pasowało by określenie, że wróciła do roli dyrektora kreatywnego swojej firmy. Ledwo można było wyczuć jej 8-letnią przerwę w projektowaniu. Pokazała kolekcję pełną minimalizmu, z którego zasłynęła już w latach 90-tych. Pokaz był prosty, czysty i na czasie. Jil Sander niektórymi swoimi projektami oddała cześć byłemu projektantowi, którym był Raf Simon.

Pokaz odbył się w czysto białej sali z mocnym oświetleniem. Trzeba było wytężać wzrok, by dostrzec wszystkie ukryte detale w bawełnie i pique zaprojektowanych przez Sander.
W przeciwieństwie do Simon’a, Jil Sander postawiła w tym sezonie na kolor, mocny granat, burgund i czerwień kontrastujące z monochromatyczną kolorystyką kolekcji. Kształty nabrały bardziej krągłych i kobiecych form. Najbardziej spodobał mi się dziewczęcy i seksowny charakter ubrań.

A waszym zdaniem, kto jest lepszy – Jil Sander czy Raf Simon?

Autor: Tina N.