London Fashion Week nie może obejść się bez rocznic. W tym roku swoje 10-lecie świętowała Marchesa. Po długiej podróży projektantki Georgina Chapman i Keren Craig wróciły do domu. Ale jakże spektakularny był to powrót. Panie zaczynały dziesięć lat temu w skromnym studio przy Archer Street, w dzielnicy Soho w Londynie, gdzie pełno było prostytutek i handlarzy narkotyków.

Jubileuszowy pokaz kolekcji Marchesa wiosna lato 2015 odbył się natomiast w zabytkowym Banqueting House (Whitehall), gdzie odbywały się dawniej bankiety i przyjęcia londyńskich wyższych sfer. Czy dziesięć lat w biznesie modowym to długo? Trudne pytanie. Marchesa niewątpliwie odniosła sukces, ale jeszcze długa droga przed nią. Mocną stroną marki jest spójność kolekcji, co przekłada się na konsekwencję i wytrwanie w trudnym modowym fachu. Georgina Chapman uważa, że ich sukces wynika z marzeń, których nigdy im nie brakowało.

Powróćmy jednak do ubrań z kolekcji wiosna lato 2015. Projektantki połączyły w swoich projektach rock'n'roll, styl boho i fantazyjne motywy. Całość uzupełniły klasyczną elegancją. Powstała kobieca, romantyczna kolekcja. Odniosłam jednak wrażenie, że hippisowska strona ustąpiła miejsca eterycznym, bogato zdobionym sukniom z haftowanymi aplikacjami. Ogromne kwiaty z materiału, falbanki i frędzle. Sarong, złote koronki, hafty i tiule przepełniały materiały. Nadmiar ozdób nie powodował jednak przeładowania, w każdej sylwetce wyczuwało się kontrolę i ujarzmienie tego materiałowego przepychu. Każda kobieta choć raz w swoim życiu chciałaby wyglądać jak księżniczka z bajki, którą opowiedziała Marchesa podczas pokazu.