Minął już ponad rok, od kiedy Marc Jacobs opuścił swoją pracę w domu mody Louis Vuitton. Nie wiem, czy to była dobra decyzja, ale o jej słuszności najlepiej zaświadczą jego prace. W ostatnich dwóch kolekcjach, sygnowanych pod własną marką, Marc Jacobs zaproponował mocną modę, ale jeszcze z domieszką nostalgii i melancholii, nie do końca identyfikującą się z jego stylistyką.

W najnowszej kolekcji jesień 2015 Ready-to-Wear ubrania krzyczały, że właśnie powrócił prawdziwy Jacobs. Na początku pokazała się spokojna sukienka bez rękawów w drobną czarno-fioletową kratkę. Szerokie, czarne pasy z koralików poniżej kolan idealnie współgrały z długimi rękawiczkami. Później robiło się coraz mroczniej.

Pojawiały się metaliczne brokaty, printy w panterkę, skóry, jedwabie, hafty i koraliki, przypominające ekscentryczne wzory z pikseli. Połysk lakierowanych skór i błyszczące dodatki doskonale rozjaśniły ciemne kolory ubrań. Nikt inny tak jak Jacobs nie potrafi pracować z fakturą i zmieszać transparentne materiały z ciężkimi futrami i wyrazistymi dodatkami.

Modelki z rozjaśnioną cerą i ostrym makijażem wyglądały na wybiegu zjawiskowo niczym tajemnicze, mroczne damy. Marc Jacobs robi w modzie to, czego nigdy do tej pory nie zobaczyliśmy i nie wiedzieliśmy, że może nam się spodobać. Oryginalna, elegancka i perfekcyjna kolekcja. Mój numer jeden podczas New York Fashion Week.